fbpx
.

23 komentarzy

Bardzo pomysłowy post! 🙂
Jakim ja byłam dzieckiem? Prawdę powiedziawszy nadal nim jestem, bo mam dopiero szesnaście lat. Jednak już, bym mogła powiedzieć, co robiłam te siedem lub dziesięć lat temu 🙂
Na pewno byłam wielką marzycielką, naprawdę ogromną i pozostało mi to do dziś. Potrafiłam wyłączyć się na świat i żyć w świecie stworzonym w głowie. Ta umiejętność również pozostała, teraz gdy czytam umiem się wyłączyć, by w spokoju poczytać. Nie straszny mi hałas i chaos 😉
Na pewno byłam pisarką od urodzenia, jestem tego pewna, bo pisałam mnóstwo rzeczy. Nie ważne, czy pisałam dobrze czy z błędami. Zawsze miałam miliardy historii do opowiedzenia ludziom.
Z tego, co mi wszyscy mówią to jestem bystra, jednak tego nie jestem taka pewna.
Z pewnością czytanie książek mam we krwi, bo uwielbiałam zaczytywać się w książkach.
Zdecydowanie zawsze rozśmieszałam innych, czy to żartami, czy swoim głupkowatym zachowaniem.
Żywa również byłam, cały czas rower, ganianie się z rodzeństwem, czy też walki z nimi – podobnie jak ty.

Miło sobie przypomnieć jakim dzieckiem się było (nawet jeśli nadal się nim jest).
Naprawdę świetny post! 🙂

O, ileż fajnych wspomnień 🙂 Widzę, że pisarstwo, żywotność i rozśmieszanie innych mocno nas łączy.

Zazdroszczę Ci trochę tych szesnastu lat. Niby wolę dorosłą wersję siebie, ale czasem aż chciałoby się cofnąć trochę w czasie.

Ale z ciebie gagatek był… 😀
Diabeł z czarnej limuzyny? 🙂
Sprzedawałaś perfumy? To dobrze, ze nikt z dorosłych tego nie odkrył…
U mnie kolega na początku podstawówki sprzedawał śliczne książeczki z domu – niemalże za darmo, a że ja uwielbiałam książki od zawsze, to wszystkie od niego kupiłam. Dowiedzieli się o tym nauczyciele i rodzice. Wylądowaliśmy z rodzicami u dyrektorki i mieliśmy straszne nieprzyjemności. Ale była jazda…
Do dziś pamiętam ten mój wstyd. Byłam czerwona jak burak!
😀

Ale tak ogólnie, to byłam na początku normalna, spokojniejsza, tak do 7 klasy SP. Później byłam wichurą, bardzo przebojową i fajną dziewczyną, no i tak mi zostało. Chociaż teraz jestem już bardziej… stonowana :).

Z siostrą (o 2 lata starszą i niestety ode mnie silniejszą) ciągle się tłukłyśmy. Miałyśmy wspólny pokój i spałyśmy razem na wersalce, na waleta. Raz, w nocy podczas snu, tak mnie kopnęła w nos, że potem przez kolejne 6 lat miałam krwotoki z nosa :D. Ach, rodzina… bezcenne.

Jakbym o sobie czytała, czytać nauczyłam się przed trzecimi urodzinami, parę miesięcy później nauczyłam się pisać i bardzo, ale to bardzo nudziłam się w przedszkolu i zerówce.
Szachy to też i moje dzieciństwo, dużo starszy brat nauczył mnie grać jak miałam niecałe pięć lat.
Dodałabym do zestawienia jeszcze małą artystkę, bo zawsze interesowałam się sztuką, lubiłam rysować, rzeźbić i malować, zostało mi to do dziś, tylko czasu brak.
Dekadę temu, w pięknych, licealnych czasach, gdzie wszystko było jeszcze całkiem proste marzyło mi się, że mając lat dwadzieścia-parę będę zarabiać na życie malowaniem obrazów w Paryżu, a miniaturowe, "ciasne ale własne" mieszkanko na poddaszu starej kamienicy gdzieś na Montmartre będę dzielić z jakimś równie rozmarzonym młodym człowiekiem, nieziemsko przystojnym, oczywiście, który rozumiałby moją artystyczną duszę 😀
Nic nie wyszło ani z pięknego Paryża, który nie był ani odrobinę taki, jakim zapamiętałam go z dzieciństwa, ani z rozmarzonego przystojniaka, bo ten, z którym jestem od kilku lat jest z tych twardo stąpających po ziemi i do artysty mu bardzo daleko, ani z malowania, ani z pisania, bo mój zapał jest często słomiany, ale gdzieś po drodze zakochałam się w kinie.
Właśnie gdzieś w liceum na zabój zakochałam się w starych filmach i nowszych, niezależnych produkcjach, od tamtej pory pochłaniam filmy w ilościach hurtowych i z odrobiną wstydu przyznaję, że owszem, kocham książki i staram się czytać sporo, ale jednak bardziej kocham kino.

Nie ma wstydu! Miłość do kina rozumiem całkowicie, sama czasem wybieram film ponad książkę i nie widzę w tym niczego złego 🙂

Co do umiejętności artystycznych – ja akurat miałam ich niewiele. Aż żal, że Twe marzenia się nie spełniły, taka piękna to wizja była…

Człowiek z misją jest rozbrajający. 😀
Ja byłam zdecydowanie grzeczniejsza, ale niemal równie kreatywna i ciekawa świata. I też lubiłam tańczyć (co nie znaczy, że umiałam :D). Nie chciałabym się wychowywać w innych czasach.

Ja na każdym przyjęciu śpiewałam, brałam mój dziecięcy mikrofon, stawałam na kanapie i się darłam wniebogłosy, głownie hity typu: "Puszek, okruszek". Poza tym wierzyłam, że jak śpiewam, to wychodzi słońce 😛

Może ktoś tam znalazł ;DD Chociaż nie wiem,czy ktoś ucieszyłby się z takich skarbów po intensywnych poszukiwaniach ;3 😉

Hehe, słodki dzieciaczek z Ciebie z iskierką w oku 😀

Ja jako najmłodsza (5 lat) dostałam własną kartę w bibliotece, bo uwielbiałam czytać od zawsze 🙂
Lubiłam też rysować, ale zaprzepaściłam talent, niestety.
I też miałam smykałkę do interesów – kiedyś na wsi były takie worki nylonowe (czy coś w ten deseń) splecione z takich pasków/nitek, a ja w mieście w szkole sprzedawałam właśnie te nitki twierdząc, że to specjalne materiały do robienia bransoletek 😀 O dziwo dzieciaki to kupowały 😀
No i oczywiście szał zbieractwa 😀
Kiedyś miałam mnóstwo pomysłów, wierzyłam w swoje ideały, ale życie to wszystko zweryfikowało niestety. Póki co przygniata mnie szara i ponura rzeczywistość.

Wojownik, łobuz, poszukiwacz przygód, zbieracz, marzycielka… cóż, chyba połowa dzieciaków tak ma, ale czuję się podobnie wyjątkowa jak Ty 😀 No i tylko tego kibica mi żal, bo zostałam nim chyba z Małyszomanią (czyli w sumie jeszcze w podstawówce), ale na dobre dopiero, gdy na studia trafiłam do Olsztyna, a tam na pierwsze mecze siatkówki ligowej na żywo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *