.

32 komentarzy

A to dopiero rok tej przyjemności, czy też przywileju bycia matką. Co do zabobonu o lustrze, to znam ciąg dalszy – "nie pozwól patrzeć dziecku w lustro, bo diabła zobaczy": trudno uwierzyć, że już mamy XXI wiek, a nie IX…

Ja często słyszę jeszcze wersję "nie pozwól patrzeć dziecku w lustro, bo nie będzie chodzić/zacznie bardzo późno chodzić". 😉

Poważnie? Czytam co napisałaś o zabobonach i przecieram w zdumieniu oczy. Myślałam że takie pomysły umarły już dawno temu. Na wsi, wśród starszego pokolenia to byłabym w stanie pojąć, ale s mieście? U stosunkowo młodych ludzi? Tragedia. Ładna ta Twoja córeczka;)

Z tymi rudymi to nie słyszałam…czyli jak będę w ciąży i będę się oglądać za moim M.to mojej dziecko będziesz miała trzecie kolano na plecach czy róg na czole? 😀

Haha, skąd ja to znam 🙂 Mnie tak denerwował, że wreszcie go wyłączyłam. Kojarzę, że coś normalnego przerabiał mi na jakieś męskie imię, a potem takie głupoty do Marcina wysyłałam.

Nie mam jeszcze dzieci, ale patrząc na te maluchy w rodzinie, które są już baaardzo wyrośnięte (a dopiero co przewijałam im pieluchę kiedy na świecie były dopiero kilka dni) stwierdzam, że czas naprawdę szybko płynie. A jeśli chodzi o to umacnianie związku to największa bzdura jaką słyszałam, kiepskie związki się po prostu rozpadają z nadmiaru problemów, których niemało jest w tej nowej sytuacji, jaką jest rodzicielstwo 🙂

Kurczę, to prawda. Dzieciaki mojego brata są już takie duże! Starszy (przecież dopiero co się urodził!) chodzi już do pierwszej klasy, a wiekiem to właściwie pasuje do drugiej klasy. Kiedy to zleciało?

I jest dokładnie tak, jak piszesz – kiepskie związki tylko się dzieckiem dobiją, nic poza tym.

Doskonale wiem, co czujesz. Ja do tego wszystkiego dodałabym niesamowitą mobilizację, aby pracować nad sobą. Ostatni rok, był dla mnie pełen zmian i to nie tylko tych związanych z macierzyństwem, ale to ono dało mi kopa. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dziecko nie umacnia związku, a przenosi go na inny poziom. Jest inaczej, ale na swój sposób wciąż cudownie :). Dużo buziaków dla Zońki.

Wiesz, coś w tym jest. Sama pewnie aż tak radośnie nie podchodziłabym do nowej pracy, gdyby nie świadomość, że mam na kogo zarabiać.

Dzięki za buziaki dla Zo. My przesyłamy moc buziaków dla Hanulki :*

Właśnie dzisiaj powiedziałam mężowi, że pewnie nas przeklną, bo nie dość, że Jaś będzie miał czarno-biały wózek z przewagą czarnego (gondola będzie chyba nawet czarna w środku!), to jeszcze nie będziemy zawieszać czerwonej wstążeczki, więc generalnie… samo zło! 😉 A Zosia jest przecudowna, bo w końcu nie da się taką nie być, mając takich rodziców!

Każde dziecko jest inne, inaczej się rozwija i we wszystkim ma swoje tempo. A rodzic najlepiej wie, co dla dziecka najlepsze, mamy po prosty wbudowany system działania. Zabobony i "dobre rady" to największa zmora, choć wynika najczęściej z troski. Nie unikniemy tego, ale możemy po prostu ignorować a i tak robić swoje 🙂
Jako mama czterolatki mogę Ci powiedzieć jedno, pamiętaj by zawsze oddawać dziecku całą siebie, po swojemu, a innym nic do tego. Pewnych chwil nie da się cofnąć i trzeba je po prostu chwytać. Aż Ci troszkę zazdroszczę takiego malucha, którego można jeszcze bezkarnie tulić i kołysać, starsze dziecko może za tym nie przepadać.
PS. Wiesz dlaczego nie można dziecka przeglądać w lustrze? Bo zobaczy DIABŁA 😀 (na taki tekst zawsze odpowiadałam, że diabła widzi codzienie patrząc na mnie :))
Pozdrawiam i życzę cudownych chwil z Zońką 🙂

Haha, ten tekst z diabłem może mi się przydać na przyszłość 🙂

Masz rację, że każde dziecko ma swoje tempo. Najgorsze jest to ciągłe porównywanie, wpędzanie w kompleksy, wywieranie presji, mądrowanie się…

Dokładnie tak 🙂 Dziecko ma "tę moc". Podobno widzi też we śnie swoją przyszłość, dlatego jeśli śpiąc dużo się krzywi to znaczy, że będzie miało trudne życie (a nie dlatego, że na przykład trapią go wzdęcia…;)
Apogeum porównywania następuje natomiast na placu zabaw, dla mnie to największy horror 🙂

oj ludzie potrafią tyle głupot gadać na temat dzieci i tego, co powinny, a czego nie. Znam osobiście ludzi, którzy nie dawali dziecku grzechotki do ręki "bo za małe". Co z tego, że wykazywało chęci do takiej zabawy?

Ciekawe doświadczenia 😀 Myślę, że wynika to z tego, że chcą ładnie pogratulować i złapać temat, a że nieraz wyjdzie coś śmiesznego, trzeba się z tego śmiać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.