.

40 komentarzy

Wow z tego widzę to mimo tego, że jestem trochę od Ciebie młodsza wiele tytułów nam się pokrywa. Podobnie jak Ty miałam w sobie coś z kujona będąc w drugiej klasie szkoły podstawowej potrafiłam czytać encyklopedie tyle, że w wersji dla dorosłych, a o reszcie opowiem w takim samym wpisie , do którego tym tekstem mnie zainspirowałaś. Pożyczam grafikę.

Tak to prawda. Klasyka jak sama nazwa mówi to jakiś wzorzec, coś ponad czasowego czytanego przez kolejne pokolenia. Ja też mam nadzieję, że wszyscy je znają. Pewnie podrzucę link.

Twoje zestawienie kojarzy mi się raczej z przymusem. 🙂 Ja w dzieciństwie nie czytałam, lubiłam tylko oglądać obrazki w książkach dla dzieci. Dopiero Harry Potter uświadomił mi, ile tracę i od niego się zaczęło. Potem był "Artemis Fowl" Eoina Colfera, Jonathan Carroll i masa pojedynczych książek.

Może to wstyd przyznać, ale większość tytułów (także lektur), które wymieniłaś, czytała mi babcia, doktor filologii polskiej, która próbowała we mnie zaszczepić bakcyla. Niestety nie miała takiego przebicia jak pani Rowling. 😉

"Godzina Pąsowej Róży" i "Ten obcy" (w duecie z "Inną") to też ulubione książki mojego dzieciństwa. 🙂 Anię z Zielonego Wzgórza cytałam w całym cyklu kilka razy i mam do niej ogromny sentyment. Poza tym przychodzi mi jeszcze do głowy "Pan Samochodzik" 🙂

Poważnie masz znajomych, na których rodzice krzywo patrzą przez to, że czytają książki? :O Pierwszy raz się z czymś takim spotykam!
"Tomek w Krainie Kangurów" (cała seria zresztą) był świetny! Czytałam go jako lekturę dodatkową w podstawówce, bo zostało nam trochę czasu do końca roku szkolnego. Pamiętam jak dziś, jak bardzo pani bibliotekarka się cieszyła, że wreszcie ktoś wypożycza te książki, bo od dawna kurzyły się na półce…
A pisanie zakończenia "Tego obcego" to chyba praca domowa w każdej szkole i każdym roczniku xD

No tak, nie ma to jak "podstawa programowa" 🙂

A takich znajomych mam, niestety. Nawet od ich rodziców głupie teksty czasem słyszałam, że ich wciągam w głupie zajęcia. Cóż… 🙂

Ucho, dynia, sto dwadzieścia pięć to była swego czasu moja ukochana ksiazka. Myślałam, że nikt jej nie czytał, a tu taka niespodzianka ?

Ania Shirley, Tomek Wilmowski to moi najukochańsi bohaterowie z dzieciństwa. Oprócz tego Mała Księżniczka, Mały Lord, Tajemniczy Ogród, Bracia Lwie Serce, Opowieści z Narnii, Bajki robotów i dużo różnego rodzaju bajek i baśni regionalnych (np. Klechty domowe).

To wszystko niezapomniane tytuły 🙂

Przyznam ze jak odziecko czytalam kompletnie inne rzeczy. Moze 3 ksiazki sie powielaja. Wolalam inne lektury. Czesto byly to cienkie ksiazeczki ale sporo czyli nadrabialam iloscia. Brakuje mi tu Disneya oraz Kubusia Puchatka. Inne nawet mnie nie interesowaly i przyznam ze raczej jakbym miala wrocic do rpzeszlosci tez bym nie tknela 😛 Ale to sa po prostu gusta i gusciki. Czytalam wiele innych starych tytulow ktorych niestety nie pamietam. Za mojego dziecinstwa chodzilo sie co tydzien do biblioteki a nie do ksiegarni. Pewnie dlatego nic nie pamietam. Tylko niektore pozycje 😛

Ja Disneya w ogóle nie czytałam, chyba że jakieś takie naprawdę cieniutkie książeczki dla bardzo małych dzieci, których już nawet nie pamiętam. Za to "Kubusia Puchatka" nadrabiam teraz dzięki audiobookowi 🙂

Dla mnei istnial tylko Disney bracia Grimm i Andersen 🙂 To byla moaj domowa skarbnica. A potem to tylko biblioteka 🙂 Ciesze sei ze znadrabiasz Kubusia bo to piekne opowiadanie 🙂

Tomek Wilmowski – uwielbiam! Czytałam pasjami, wielokrotnie i niemal od tylu do przodu:) A tak w ogóle, to czytałam prawie wszystko co wpadło minę ręce – i całą serię Ani, i Musierowicz, i Chmielewską, i Pana Samochodzika:)

Rozbawiłaś mnie tym "od tyłu do przodu", bardzo dobrze powiedziane 🙂

A wiesz, na studiach jeden z moich wykładowców rzucił uwagę, że żadna normalna dziewczynka "Tomków" czytać nie chciała 🙂 Chyba coś z nami nie tak.

Ja pamiętam Dzieci z Bullerbyn a później całą serię Anii z Zielonego Wzgórza.
Ale to były czasy…
A teraz czytam jakieś zawodowe książki…. Oczywiście nie tylko.
Ostatnio na plaży przeczytałam Małego Księcia, którego nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać.

Rodzice krzywo patrzą na to, że ich dziecko czyta??? Pierwszy raz słyszę o czymś takim! :O

"Ten obcy" – dla mnie to była masakra! Ale duża większość Twoich lektur to też moje ukochane książki z dzieciństwa. "Ucho, dynia…" – cudowne! Anie, Tomki, Lindgren – wiadomo. Cała seria "Klasyka"! "Zaczarowane baletki"!!!! Po latach kupiłam sobie inne książki o butach (dowiedziałam się o nich z filmu "Masz wiadomość" i okazało się, że one naprawdę istnieją). 😀 U mnie jeszcze był Bahdaj, Niziurski i Chmielewska; mnóstwo książek ich autorstwa dostałam po starszej siostrze. "Wakacje z duchami" i "Podróż za jeden uśmiech" to moje best of the best. 🙂

Ach, a najwspanialsze jest to, że ciągle mam te wszystkie książki i nie mogę się już doczekać aż będę je czytała razem z dzieciakami. 🙂

Dodałabym jeszcze do tej listy "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek" i całą serię Małgorzaty Musierowicz. Chciaż szczerze mówiąc to nieliczne z książek polskich autorów, do których wracałam. Wolałam raczej zawinąć się w koc i pochłaniać kolejne tomy Agathy Christie 🙂

Oooo Tomki 🙂 U mnie jeszcze Pan Samochodzik – ile razy Mama na mnie wrzeszczała, że do szkoły nie wstanę 😀 Anie oczywiście też… ooo i jeszcze Czarne Stopy – super były 😀

Sporo nam się lektur pokrywa, ale jak sama stwierdziłaś – klasyka!
Czytałam "Tomki","pana Samochodzika", cykl o Ani, ale też tej autorki – o Emilce,"Godzinę pąsowej róży" muszę sobie kupić- domowy egzemplarza rozsypał się zaczytany. Czytałam dużo Siesickiej, Boglar, Fox, Snopkiewicz,Musierowicz, Bahdaja, Ożogowską.
Bardzo lubiłam "Lotnicę" Józefackiej, "Chłopców ze strarówki" Rudnickiej. Ech, wspomnienia… Czas powrócić do niektórych tytułów.

no i "Ten obcy" – łączę się w zachwycie, też pisałam w szkole "dalsze losy" i w wypracowaniu zrobiłam chyba jedyny w życiu poważny błąd ortograficzny!

Witaj.
Ja też, mimo 34 lat na karku wciąż nie wyrosłam z "Dzieci z Bullerbyn", "Ani z Zielonego Wzgórza" czy "Jeżycjady" ( w grudniu lubię sobie poczytać "Noelkę", w sierpniu "Idę sierpniową" i zawsze czekam na najnowszą książkę Musierowicz). Ostatnio sięgnęłam po "Ludzie jak wiatr" Siesickiej i "Ucho od śledzia" Ożogowskiej. Kocham literaturę mego dzieciństwa i marzę o tym, by zarazić tymi klimatami moją córką. Czytam jej czasami o przygodach Lassego i Bossego, ale czy załapie bakcyla…? nie wiem… Muszę odświeżyć sobie "Pollyannę" i "Małą księżniczkę". Od kilku lat szukam bezskutecznie w internetach pewnej książki, której tytułu, ani autora nie pamiętam, może Tobie się coś kojarzy?? Pamiętam tylko, że jakieś dzieci bawiły się na torfowiskach i mieszkały w jakimś pensjonacie chyba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Sprawdź politykę prywatności.
akceptuję