.

17 komentarzy

Byłam zupełnie inna. W podstawówce byłam typem księżniczki, która nie tolerowała zachowania swoich niedojrzałych koleżanek, miałam prawo wyjść z lekcji, jesli na niej było zbyt głośno i rozbolała mnie głowa. Byłam wzorową uczennicą, to nauczyciele mnie rozumieli, że rówieśnicy o zupełnie innych aspiracjach mnie nie odpowiadali. Zdecydowanie lepiej dogadywałam się z chłopakami niż dziewczynami, co mi pozostało do dziś.
W każdym razie do podstawówki ma duży uraz i za nic w świecie nie chciałabym do niej wrócić, błogosławię to, że powstały gimnazja. Tam było sporo lepiej, jednak najlepiej wspominam liceum, kiedy byłam całkiem wyluzowana, nawet niektórzy nauczyciele stwierdzili, że coraz mniej przypominam tę spokojną dziewczynę z 1 klasy. Ale to wynikało z tego, że trafiłam na naprawdę fajnych ludzi, którzy lubili się bawić, a nie pokazywać wszystkim wokół jacy to oni już dorośli (miarą tego miały być papierosy, alkohol i seks). Najbardziej zyskałam, kiedy podczas jednej imprezy pokazałam, że moja niechęć do alkoholu nie wyklucza dobrej zabawy. W praktyce wyszlo, że ja na trzeźwo lepiej i dłużej się bawiłam niż oni nawaleni. I to właśnie z ludźmi z liceum lubię utrzymywać kontakt.
Ambicja i rzetelne przygotowanie do zajęć i egzamin – to nie zmieniło się do dziś. Podobnie jak niechęć do WF-u, wymyślałam mnóstwo powodów by uniknąć wielu ćwieczeń.

O widzisz, to miałam i do dziś mam tak jak Ty – doskonale bawię się bez alkoholu i zazwsze wszystkich tym zadziwiam. Podobnie było z paleniem – niby największy buntownik w towarzystwie, a jednak papierocha do ust bym nie wzięła 😉

Świetny wpis, miło się czytało 🙂

U mnie wyglądało to mniej więcej tak – podstawówka – najlepsza w nauce i w sporcie, ułożona i spokojna, gimnazjum – najlepsza we wszystkim, co było możliwe, grzeczniutka aż za bardzo, liceum – świetna w nauce, popularna w szkole i "ulubienica" nauczycieli, angażowałam się we wszystko – przedstawienia, spektakle, zawody sportowe etc., a nauczycieli zawsze mówili, że najpierw mnie słychać, a później dopiero widać. Często doprowadzałam ich do rozpaczy swoimi wybrykami, no ale ponieważ byłam świetna w nauce, to zawsze przymykali na to oko. 🙂 Wspaniale wspominam szkolne czasy <3

Prawda jest taka, ze nauczyciele po latach najlepiej pamietają właśnie tych uczniów, którzy mieli zawsze dużo do powiedzenia. Niestety teraz we znaki bardziej dają się rodzice, którzy nie pozwalają rozwiązywać konfliktów przez same dzieci lub przy udziale nauczyciela, ale bronią do upadłego swoje dziecko, które na ogół nie jest aniołkiem.

Taki zjazd z podstawówki to byłaby ciekawa sprawa- przyznaję ;).
I hi5 adwokacie! Mi też tak mówili albo że dziennikarz bo wszedzie pełno i nonstop gadam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.