fbpx
.

20 komentarzy

Nie chcę czytać takich książek, może dlatego, że mój ojciec zmarł na raka. Ale dla osób, których najbliżsi borykają się z tym problemem i mają szansę na wyzdrowienie – może być ok.

Książka tak naprawdę może pomoc każdemu. Pokazuje, ze nawet mając wyniszczająca chorobę można żyć pełnia życia. Może zmotywuje kogoś zdrowego do wzięcia egzystencji w swoje ręce i da mu do zrozumienia, ze życie jest Za krótkie, by nie robić w nim tego co się kocha. Zauroczyła mnie Twoja recenzja. Myśle, ze wkrótce skuszę się na lekturę tej publikacji. 🙂

Osobiście nie umiem czytać o tak ciężkiej tematyce, filmy też są dosyć trudne. Do czegoś takiego trzeba się psychicznie przełamać.

Ciekawa pozycja, ale ja raczej nie dam się przekonać. Po pierwsze dlatego, że nie lubię takich ciężkich książek, po drugie ponieważ mój dziadek zmarł na raka i zupełnie nie mam ochoty wracać do tego co się działo wtedy z nim i z całą rodziną, ale kto wie, może ktoś inny po podobnych doświadczeniach odnajdzie się w książkach na ten temat.

Film oczywiście oglądałem jakiś czas, byłem zachęcany przez koleżankę, ona rzadko ogląda polskie kino. Wybiera tylko perłeki, przeznaczone nie dla każdego widza. Ten film taki właśnie jest.
Mnie osobiście bardzo poruszył i oglądając go, musiałem co jakiś czas zatrzymać myśli i się zastanowić nad pewnym aspektami naszego życia.
Często ludzie nie doceniają tego, co ich spotyka, narzekają na swój swój, bo nie mają tego tamtego.. Jednak nie zastanowię się nad jednym: ale co by zrobili jakby podupadło im zdrowie jak bohaterce???
Książkę także przeczytam w niedalekiej przyszłości, bo warto!

Podziel się wrażeniami, jak już przeczytasz 🙂

Cieszę się, że film Wam się podobał. Niewiele znam osób, którym by się spodobał. Bardzo żałuję, ale szanuję to.

Klaudyno,
zgadzam się – potrzebujemy takich książek, choć niejednokrotnie ich lektura wymusza na nas odwagę, przełamanie się do dotknięcia bolesnej rany, zwłaszcza w przypadku, kiedy cechuje nas wyjatkowa wrażliwość. Nie znam ani książki, ani filmu, ale idea Rak'n'Roll jest mi bliską i w gruncie rzeczy pozwoliła mi inaczej spojrzeć na chorobę. Szczęśliwie nie musiałam się zmagać z tragedią raka, choć kiedy teraz myślę nawet o języku, jakim nakreślamy widmo choroby, to spostrzegłam, że użyłam pojęcia, którego istotą jest droga ku oczyszczeniu…

Nie wiem, czy podołałabym wyzwaniu choroby, lecz za każdym razem, kiedy poznaję historie ludzi silnych, a jednocześnie nie wstydzących się człowieczej słabości, chwili załamania i odsiewajacych z krzywd promienie radości, czuję wstyd za swoją niewdzięczność i podziw dla nich samych.
Chociaż to niewątpliwie lektura rozszarpująca prawdą i bliskością cierpienia, z pewnością otwiera oczy na pomijane aspekty, ucząc wyrozumiałości i pokory.

Myślę, że nie powinniśmy czuć się winni czy zawstydzeni z powodu tego, że przeżywamy swoje tragedie i dramaty, nawet jeśli są one niczym w porównaniu do ciężkiej choroby. Podobnie zawsze myślał mąż bohaterki tych historii – nie dawał sobie prawa do cierpienia, bo każdy ból ginie w cieniu raka. Nie tak to powinno się odbywać.

Klaudyno, dziękuję Ci za rozważne i pouczające słowa, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że powinniśmy sobie przyzwalać na ekspresję naszego człowieczeństwa, nie otaczać się duszącym kokonem wymuszanej siły. Prawda, bywa, że zbyt często roztapiamy się w wybujałych problemach, które owszem, mogą stanowić źródło naszych frustracji, lecz nikną pod przepaścią tragicznych splotów. Ale przecież jest prócz ciała, sfera emocjonalna, niejednokrotnie napinajaca się do granic katuszy prześcigających już nawet nie pojmowanie, ale wyobraźnię.

Jestem mimozą, więc wiele rzeczy we mnie godzi i częstokroć karciłam siebie za tę nadwrażliwośc. Teraz powoli nabywam umiejętności przyzwalania sobie na słabość. Myślę, że w aprobacie swojej bezsiły tkwi jakaś zbawcza moc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *