Wszystko, co kocham

Wszystko, co kocham (2009)
reż. J. Borcuch

Choroba wpływa na mnie na tyle demotywująco, że brak mi sił na sięganie po książki. Z tego też powodu czeka mnie nadrabianie zaległości filmowych. Wszystko, co kocham chciałam obejrzeć już dawno, ale nie było ku temu dogodnej okazji, nawet kiedy miewałam jeszcze darmowe kino i dużo wolnego czasu. Liczne pochwały ze strony krytyków, nominacje do wielu nagród, interesująca obsada i ciekawy opis obrazu sprawiły, że film ten kusił mnie coraz bardziej. Zastanawiam się teraz, czy nie było to kuszenie dla mej zguby. Bo zachwytów podzielać nie mam zamiaru.

Lista rozczarowań i zarzutów:
1) Schematyczność i opieranie się na oczywistych oczywistościach: Jaruzelski, czołgi, Solidarność, zakazane związki, fascynacja dojrzałymi kobietami, kartki na papierosy, manifestowanie buntu na koncertach itd. itd. Miało być niesztampowo, a wyszło jak zwykle – zaserwowano nam mix tego wszystkiego, o czym słyszymy z PRL-owych anegdotek.
2) Niemal stuprocentowe zerżnięcie sceny koncertu szkolnego ze Skazanego na bluesa – te same białe rękawy, ta sama scena, ta sama dziumdzia kiwająca głową w tłumie, to samo wnerwienie ciała pedagogicznego – żenująca sprawa.
3) Aktorstwo wychwalanej pod niebiosa Olgi Frycz – dawno nie widziałam tak beznamiętnej i sztywnej postaci. Jedna mina na Bellę ze Zmierzchu, nieustające głupawe spojrzenie, ta sama drętwość i zero jakiegokolwiek wkładu w to, aby postać była wyrazista i interesująca.
4) Przesadny patos w scenach dotyczących choroby i śmierci.
5) Nienaturalność wokalisty zespołu punkrockowego – uładzony, piczkowaty, całkowicie przerysowany.
6) Postmodernistyczna wersja romansu Romea i Julii, w tym wypadku: Baśki (córki solidarnościowca) i Janka (syna oficera marynarki wojennej) – już bardziej sztampowo być nie mogło.
7) Brak puenty, solidnego zakończenia – scena urywa się nagle, kiedy mamy nadzieję, że coś się jeszcze wydarzy.

Oczywiście są i plusy:
1) Znakomita gra aktorska, zarówno ze strony debiutantów (Kościukiewicz, Gierszał), jak i weteranów (Chyra, Herman).
2) Świetne zdjęcia, montaż – całokształt obrazu prezentuje się wybornie.
3) Przepiękna scena z Chyrą, cierpiącym po śmierci matki.
4) Znakomite przedstawienie pięknej przyjacielskiej relacji między czterema młodymi chłopakami.
5) Niezakłamane i bardzo naturalne przedstawienie relacji damsko-męskich na linii Janek-starsza sąsiadka oraz Janek-Baśka.
6) Perfekcyjna muzyka, stanowiąca jeden z najważniejszych elementów filmu.

Koniec końców okazuje się, że więcej poczyniłam zarzutów, niźli odnalazłam plusów, ale i tak uważam, że filmem warto się zainteresować. Dla starszych widzów będzie to sentymentalna wycieczka do czasów młodości, dla młodych zaś – możliwość poznania kawałka historii kraju. Oczywiście, wolałabym aby o stanie wojennym dowiadywali się ze szkoły, ale cóż… Nasz system edukacji przewiduje ciągłe wpajanie nam historii Francji i USA, zamiast skupienia się na tym, co ważne dla naszej ojczyzny.

Moja ocena: 7/10

0 komentarzy

Muszę go zobaczyć ! 🙂

A co do historii w szkołach: jakoś się nie zgodzę. Historia powszechna jest równie ważna jak polska – wiele zjawisk wymienionych tu Francji i USA, odbiło się na wydarzeniach w Polsce.
Prawda jest jedynie taka, że często na dokładne poznanie historii XX wieku zwykle nie ma już czasu…
(Przepraszam za to małe odejście od tematu;) )

Jak na treść Twojej opinii, ocena jest dosyć wysoka. 🙂 Kiedyś przyjaciółka chciała mnie wyciągnąć na ten film, jednak zupełnie mnie on wówczas nie interesował i teraz również nie mam ochoty go oglądać. Może kiedyś.

Moja kuzynka uwielbia ten film 😉 Obiecała mi, że obejrzymy go sobie podczas ferii zimowych, gdyż teraz nie ma jej w domu ( studiuje) 😉

Marto,
owszem – historia powszechna jest bardzo ważna, ale nie priorytetowa. Można znać jej ogólny zarys i co ważniejsze wydarzenia, a nie żeby dużo więcej uwagi poświęcać Ameryce, niż Polsce.

Lenalee,
masz rację – spowodowane jest to tym, że choć film ma więcej uchybień niż plusów, to i tak jest to wyłącznie matematyka. Niektóre z plusów liczyłabym podwójnie, a nawet potrójnie – tak bardzo zachwycają 🙂 Do filmu mam jakiś taki sentymentalny stosunek, ma klimat, który lubię – stąd ocena 🙂

Kolmanko,
dziękuję i trzymaj się również :*

Co do nauki historii-trudno się nie zgodzić:)
Lubię ten film. Oglądałam go co prawda raz, już jakiś czas temu, więc może nie wszystko dokładnie pamiętam, ale ogólnie jakoś więcej plusów chyba postawiłam;)Miałam wrażenie, że rzeczywiście jest mniej sztampowo niż na ogół. Podobało mi się, że w produkcji nie ma takiego typowo polskiego umartwiania się i mówienia o ciężkiej historii z perspektywy męczenników.
Muzyka, jak napisałaś, supeeeer:)
Fajnie, że na trzy ostatnie wpisy dwa są o filmach:)
Wracaj do zdrowia!

Widziałam ten film zaraz po premierze i szczerze mówiąc, mimo znajomości fabuły, żadne szczegóły nie przychodzą mi do głowy. Film całkiem bez polotu, ale masz rację scena z Chyrą była niesamowita!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *