Czyste szaleństwo, Charlaine Harris

Zauważam u Charlaine Harris wielkie zamiłowanie do mdłych, irytujących bohaterek-narratorek, którym wiecznie ktoś spuszcza łomot. Tak mają się sprawy z Lily Bard, której poświęcono tę serię, jak i z Sookie Stackhouse z innego popularnego cyklu amerykańskiej pisarki. Może w swych powieściach autorka daje upust bogatej wyobraźni albo rozlicza z bolesnymi wspomnieniami, ale cokolwiek by to nie było – robi się już nieco męczące. Bo ktoś, kto czyta zamiennie oba cykle, może odnieść wrażenie, że czyta „jedno i to samo”, tylko w różnych otoczeniach. Gdyby dołączyć do tej książki telepatię i wampiry, niczym nie różniłaby się od przygód irytującej Sookie…

Bo schemat mamy dokładnie taki sam – młoda, wyobcowana kobieta pakuje się w dziwaczne związki oraz szereg niebezpiecznych sytuacji, z których zawsze wychodzi obronną ręką. Może trochę poturbowana, ale żywa – chociaż każda inna na jej miejscu zginęłaby od któregoś z licznych ciosów, zadanych przez brutalnych samców, krążących wokół. Tłem tego wszystkiego jest, oczywiście, małe miasteczko pełne rasowych i religijnych uprzedzeń. Ach, do tego dochodzi jeszcze kwestia narracji, poprowadzonej z perspektywy głównej bohaterki. Obie – Sookie i Lily mogą pochwalić się ciekawymi biografiami, ale zbyt wiele mądrego do powiedzenia nie mają. Często chrzanią od rzeczy, jak nastolatki w pamiętnikach, siląc się na jak najbardziej szczegółowe opisy wszystkich miejsc, bohaterów i wydarzeń. Nudna papka z tego niekiedy wychodzi, wierzcie mi.

Niewątpliwym plusem Czystego szaleństwa jest lekkość, z jaką pochłania się tę powieść. Nie minęły trzy godziny, a ja już miałam ją za sobą. Nie powaliła mnie na łopatki, ale do końca trzymała w jako-takim napięciu, za co należy się autorce wielki plus. Dobrze, kiedy zagadka rozwiązuje się dopiero w końcowych fragmentach historii – przynajmniej chce się ją chłonąć do końca, by wreszcie poznać sekrety bohaterów.

Czy polecam? Cóż, nie jest to może lektura obowiązkowa, bez której wiele stracicie, ale jeżeli szukacie chwilowej rozrywki – sięgnąć po nią warto. Tło historii jest naprawdę ciekawe. Fakt, kiedy czytało się dotąd osiem innych książek autorki, poruszających ten sam problem, może się ten schemat trochę opatrzyć, ale i tak warto spróbować. Uwrażliwianie na problem rażącej nietolerancji cenię sobie u Harris bardzo. Więc niech będzie: polecam!

Moja ocena: 6/10

0 komentarzy

Mam pytanie – czy autorka nadal opisuje z taką dokładnością w co bohaterka jest ubrana? Czytając powieści o Sookie zorientowałam się, że większość książki zajmuje opisywanie tego w co ubrana była bohaterka.

Matko, te szczegóły które mnie tak irytowały w powieściach o Sookie… w sumie to w powieści. Widzę, że to niezwykle płodna autorka. Niestety moje zdanie jest o niej nie najlepsze, więc ja twierdzę, że to niezbyt dobrze.

Ja przeczytałam pierwszą część sagi kryminalnej o Lily, i po następne nie sięgnę. Nie przepadam za książkami, w których bohaterki mnie denerwują, a tak było w tym przypadku. Gdzieś się natknęłam na porównanie lily do Lisbeth Salander, dla mnie to one są jak noc i dzień.
Pozdrawiam!

"rozlicza z bolesnymi wspomnieniami" – haha, uśmiałam się 🙂 Faktycznie tak to może wyglądać. Ta seria jeszcze przede mną, póki co mam na półce dwie pierwsze części. Cyklu o Sookie nie czytałam (za to ubóstwiam serial!), ale to chyba dobrze, bo nie lubię, kiedy opisy miejsc/postaci są zbyt długie i nudne.
Pozdrawiam!

Ale ja muszę przyznać , że czytanie Harris zdecydowanie mniej boli po angielsku – być może ten ton niezbyt mądrej ale dzielnej dziewczyny lepiej brzmi w obcym języku. W każdym razie ja przeżyłam czytanie tych powieści właśnie dzięki zmianie języka.

na temat Harris czytałam już wiele rozbieżnych informacji. faktem jest, że bohaterki zawsze wybiera drażniące, ale akurat serię true blood mam ochotę przeczytać. co do reszty to się jeszcze okaże.

Dochodzą mnie słuchy, że druga część, jest póki co najsłabszą z serii. Przeczytałam pierwszą, wstrzymałam się z drugą, obie wczoraj wymieniłam więc przygodę z Lily Bard zdecydowanie zakończyłam 🙂

A już miałam nadzieję, że ta seria będzie lepsza. Bo światy Harris tworzy ciekawe, pomysły ma niezłe, ale bohaterki tworzy nad wyraz irytujące. Chyba się jednak wstrzymam…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *