Za oknem cukierni, Sarah-Kate Lynch

Zastanawiam się, czy za oknem mamy jeszcze lipiec, czy może nastał już październik. Niezbyt optymistyczna i mało sympatyczna aura skłania do sięgania po pełne ciepła, lekkie powieści, które zapewniają czytelnikowi niezapomniane wrażenia z literackiej podróży. W książce Za oknem cukierni, Sarah-Kate Lynch zaprasza nas do słonecznej Italii – pełnej życia i niepohamowanego optymizmu, tchnącej radością i pachnącej świeżymi wypiekami. I miłością! Miłością pachnącej najmocniej…

Lily to błyskotliwa kobieta z bagażem doświadczeń. Jej świat jest poukładany, a czas wypełnia szereg zajęć, uporządkowanych tak perfekcyjnie, że brak naszej bohaterce czasu na cokolwiek innego – zwłaszcza na oddawanie się bolesnym wspomnieniom… W takich warunkach łatwo o popadnięcie w stagnację i wzniesienie wokół siebie muru, którego skruszyć nie zdołają nawet najcieplejsze uczucia. Lily oddala się więc od męża i siostry, od siostrzeńców i wszystkich tych, którzy kiedyś byli jej bliscy. Całkowicie zapatrzona w swą tragedię, nie zauważa, że jej kochający i oddany mąż przepada w zupełnie innym świecie… Gdzieś daleko, w bajecznej Toskanii, Daniel ma drugą rodzinę. Z pozoru szczęśliwą i uśmiechniętą. Pełną. Taką, jakiej małżonkowie nigdy nie potrafili razem stworzyć…

Idealny świat Lily zaczyna gnić i walić się, a uratowanie go, zdaje się nie być możliwe. Zwłaszcza, że w pogoni za mężem, bohaterka trafia do świata uroczych, przebiegłych staruszek, słynących ze swatania nieszczęśliwych samotników. A właśnie do tej kategorii przypisana zostaje Lily, już w pierwszych chwilach pobytu na włoskiej prowincji…

Wiele wesołych nieporozumień , wiele wzruszeń i wiele ciekawych bohaterek daje nam Sarah-Kate Lynch w tej niesamowicie miłej opowieści. Opowieści, w której smutek przeplata się z radością, a miłość z niechęcią i zazdrością. Cudowny świat sielskiej Toskanii przyciąga i zachwyca. Nie jest to typowa, słodka bajeczka, w której wszystko idzie gładko, jak po maśle – to raczej słodko-gorzka opowieść, która zalewa czytelnika wiarą i optymizmem, wolą walki i nadzieją. Autorka może nie odkrywa przed nami niczego nowego i zwyczajnie opiera się na mocno ogranych schematach, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Bo czyta się tę powieść doskonale! Sarah-Kate Lynch znakomicie wyważyła proporcje pomiędzy składnikami gorzkimi i słodkimi, a jej powieść przypomina wspaniale wypieczony, aromatyczny placek śliwkowy, który kusi perfekcyjnym połączeniem goryczki i słodyczy. Nie pozostaje nic innego, jak tylko go skosztować…

Moja ocena: 7,5/10

0 komentarzy

Piękna okładka, fajny tytuł, treść wydaje się zachęcająca 🙂 Idealna lektura na tę porę roku i może wreszcie ociepli ten deszczowy i zimny lipiec.

Wygląda na idealną książkę na pogodę, którą teraz mamy… ale na razie mam tyle książek do przeczytania, że muszę się zacząć odrobinę hamować w poszukiwaniu kolejnych 😉

Wczoraj miałam nieodparte wrażenie, że jest jesień… To wrażenie się utrzymuje :/
W takiej sytuacji faktycznie muszę sięgnąć po książkę pełną słońca, niestety jednak chyba wypożyczę coś starszego z biblioteki, bo przekroczyłam swój limit kupowania książek w tym miesiącu 😉

uwielbiam takie klimatyczne powieści,ale gdy miałam do wyboru tą książkę od wydawnictwa się nie skusiłam i po twojej recenzji teraz żałuję ;D może jeszcze kiedyś nadarzy mi się okazja ,aby ją przeczytać 🙂

Tę książkę chyba sprezentuję mamie na urodziny, bo lubi takie książki, a nie ma co czytać. A mojej fantastyki, oprócz HP, nie tyka 😉

Mimo iż nie lubię tego typu literatury, swoją recenzją bardzo mnie skusiłaś – zwłaszcza w taką pogodę 😉 Rozejrzę się za tą książką, szykuje się coś dobrego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *