Adam w Edenie, Carlos Fuentes

Jeżeli lubicie wartościową i niełatwą w odbiorze prozę, mam dla Was świetną propozycję – poznajcie Adama w Edenie – powieść wybitnego meksykańskiego pisarza, Carlosa Fuentesa.

Adam Gorozpe zawdzięcza swoją wysoką pozycję społeczną małżeństwu z córką jednego z najbogatszych ludzi w Meksyku. Ale jedyną osobą, przed którą zrzuca maskę cynika, jest jego kochanka El. Tymczasem na krajowej scenie politycznej pojawia się niejaki Adam Góngora – zżerany przez ambicję perfidny karzeł. Nie dość, że uwodzi Gorozpemu żonę, to jeszcze proponuje mu udział w przejęciu władzy w państwie. Odrzucenie tej oferty oznaczałoby poważne niebezpieczeństwo dla El. Gorozpe wpada jednak na szatański pomysł…

Źródło: okładka

Mamy w powieści Fuentesa genialnego narratora. Człowieka autoironicznego i sarkastycznego, który jawi się jako znakomity obserwator, szelma i wytrawny gracz, chwytający w pułapkę odbiorcę zbiorowego, do którego czyni zwroty bezpośrednie. Autor bawi się z czytelnikami, stawia pytania, prowokuje do dyskusji, z otwartymi ramionami wpuszcza w ślepą uliczkę i śmieje się w głos, obserwując ich błądzenie po wzniesionych przez siebie labiryntach. Jest mistrzem nietypowych rozwiązań konstrukcyjnych, bawi się językiem, pozwala na intertekstualne nawiązania i przywłaszcza sobie tak wiele symboli, że jego opowieść jest jak gigantyczny rebus, którego nie rozwiąże ten, kto nie zna historii literatury i nie zgłębiał nigdy biblijnych tajemnic.

Meksyk. To on wysuwa się w powieści Fuentesa na pierwszy plan. Autor odważnie rozprawia się ze społeczeństwem i władzą, z sąsiednimi Stanami Zjednoczonymi i z miejscowymi wierzeniami. Opowieść o życiu tytułowego Adama przeplata z fragmentami codziennych newsów z życia państwa, sennych wizji oraz naukowych rozpraw (nie nudnych i nie trudnych, nie lękajcie się!). Przytacza dialogi rządzących, artystów, wielkich biznesmenów i zwykłych ludzi, którym przyszło walczyć z brutalną i niesprawiedliwą machiną władzy. Całość uzupełniają barwne wspomnienia i rozważania narratora (czyli Adama właśnie), który jest urzekająco naturalny i – na swój sposób – szczery, sarkastyczny i ironiczny. Wpuszcza nas w maliny, to prawda, ale czyni to w tak zręczny sposób, że dopiero na finiszu orientujemy się, jak dobrze bawił się naszym kosztem.

Świetna historia, znakomity pisarz i kawał naprawdę dobrej prozy – to mieszanka, która powinna skusić każdego, ale uprzedzam – jest to powieść na tyle specyficzna, że z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak zachęcam do zmierzenia się z nią, warto.

PS. Fragment, który mnie rozbroił i znakomicie pasuje do tematyki bloga:

– Ja nie chcę prowadzić interesów. Chcę zostać pisarzem.
– Że jak? I co będziesz jadł, obiboku? Zupę z liter? Enchiladę z papieru? Co będziesz pił? Atrament?

Cóż, ciężki żywot literata…

Moja ocena: 9/10

0 komentarzy

Uwielbiam kombinacje z konstrukcją i narracją, intertekstualność i to wszystko, co opisałaś. Zapamiętam tego Adama, i Fuentesa oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *