Top 10: ultrapopularni autorzy, których jeszcze nie czytałam

top 10 kreatywa

Często widząc recenzje niezwykle popularnych książek naprawdę znanych autorów, jedynym, co przychodzi mi do głowy jest hasło: „ale wstyd, że jeszcze go nie znam”. Jest wiele takich nazwisk, które większość z Was zna i kocha, a które dla mnie wciąż pozostają wielką tajemnicą. To właśnie o nich dziś Wam opowiem…

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron autorów na lubimyczytac.pl.

Jodi Picoult – posiadam sześć jej książek, z których każda cieszy się naprawdę ogromną popularnością czytelników. Leżą sobie grzecznie na półce i czekają na swoją kolej, a ja jakoś od kilku lat nie potrafię za żadną się zabrać…
Joanna Chmielewska – prawdziwa klasyka polskiej literatury. Już wiele razy podpytywałam znawców tematu, by podpowiedzieli mi tytuły, od których warto zacząć przygodę z tą autorką i jakoś po dzień dzisiejszy nie zmobilizowałam się, aby wreszcie nadrobić braki.
Katarzyna Grochola – kojarzę, ale nie znam, bo nie czytałam. Myślę, że gdzieś w moich zbiorach kryje się jakaś książka tej autorki, ale nigdy jeszcze nie złapałam natchnienia, aby wreszcie wykonać krok w jej stronę.
Emily Giffin – dorobiłam się czterech lub pięciu jej książek i za żadną jeszcze się nie zabrałam, choć szalenie ciekawi mnie, co do zaoferowania ma ta niezwykle popularna pisarka.
Agatha Christie – kolejny klasyk i kolejny przykład mojej ogromnej ignorancji. Bo kryminał lubię i powinnam sięgać do jego korzeni…
Carlos Ruiz Zafón – dwie najbardziej znane powieści tego pana kurzą się na moich półkach, kilka innych tytułów proponowano mi do recenzji, a ja wciąż twórczości jego nie poznałam. Ale nadrobię. Kiedyś.
Harlan Coben – niezwykle płodny i popularny twórca, jeden z czołowych przedstawicieli gatunku. A ja nie dość, że w ogóle go nie czytałam, to jeszcze nie pokusiłam się o zakup ani jednej z jego książek.
Stieg Larsson – choć kultową trylogię Millennium posiadam w swoich zbiorach od dawna i choć napoczęłam nieco otwierającą ją powieść Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, jako totalny ignorant nie mogę powiedzieć, abym poznała tego bardzo znanego autora. Muszę spróbować raz jeszcze. Kiedyś.
Michaił Bułhakow – mieć szóstki z polskiego na świadectwach i skończyć polonistykę, a Bułhakowa nigdy nie czytać – cóż… Tak potrafię tylko ja. Ale mam ambitny plan nadrobienia Mistrza i Małgorzaty, by przekonać się, cóż to za niezwykła książka, która fascynuje nawet tych z moich znajomych, którzy właściwie wcale nie czytają.
John Ronald Reuel Tolkien – w liceum kolega próbował przekonać mnie do kultowej Drużyny Pierścienia, ale poległam już w początkowej fazie książki. Kto wie, jako fanka filmowej adaptacji, może któregoś dnia odkryję w sobie pragnienie poznania tej historii tak, jak należy?

* * *
A jak sprawa wygląda u Was?
Czy są tacy autorzy, których znają „wszyscy” poza Wami?
Jak prezentowałyby się Wasze rankingi?

0 komentarzy

Z tej listy to tylko Emily Giffin nic nie czytałam 🙂 A większość z tej grupy uwielbiam i czytałam bardzo dużo, jak nie wszystko zaprezentowanych pisarzy 🙂

Mogę sobie ten ranking przekształcić na TOP 5, zamiast TOP 10? Jakoś niedługo bym go opublikowała. Twoja lista jest bardzo, bardzo podobna do mojej. Tylko 3 nazwiska się nie zgadzają.

Klaudyna, ja również skończyłam polonistykę, a wielu klasyków nawet nie tknęłam:) Bułhakowa akurat czytałam, ale co do innych… wstyd się przyznawać. Czasem niechęć, czasem zwyczajny brak czasu. Na polonistyce lista lektur nigdy się nie kończyła i nie dało się przeczytać wszystkiego ( tak sobie to tłumaczę hihihi). Z twojej listy czytałam Chmielewską, Bułhakowa, Christie i Grocholę. Reszta jest dla mnie tajemnicą:)

Wiesz co, ja to nawet średnio pamiętam, czy my takiego Bułhakowa na studiach czytaliśmy, ale mimo wszystko czuję się ciut źle z tym, że mam wykształcenie jakie mam, a takie braki w wiedzy 😉 Ale prawdą jest, że lektur na studiach było mnóstwo – nie sposób wszystkiego ogarnąć…

My na studiach Bułhakowa mieliśmy i czytałam "Mistrza i Małgorzatę", ale, choć skończyłam polonistykę, nigdy nie przeczytałam w całości "Pana Tadeusza" Mickiewicza. Kilkakrotnie "podchodziłam" do dzieła wieszcza, ale okrutnie się męczę, czytając naszą epopeję.

Dołączam do grona absolwentek polonistyki, które nie poznały wszystkich "klasyków" 😉 Czasu na studiach za mało, by ogarnąć twórczość wszystkich 😉
ps. Akurat na "Panu Tadeuszu" się broniłam, więc przeczytałam go wiele razy, za to nie zdążyłam poznać wielu innych. Teraz powoli i w zgodzie z samą sobą podczytuję to, co wydaje mi się godne uwagi.

Kasiek, u mnie też była to lektura w LO, ale akurat chorowałam i nie nadrabiałam zaległości. Nie było jak, na rozszerzonym polskim omawialiśmy 2-3 lektury tygodniowo – jeszcze większy 'przemiał' niż na polonistyce…

Tak na szybko jak na złość nikt nie przychodzi mi do głowy kogo mogłabym wymienić 😀 Pomyślę na spokojnie nad własnym zestawieniem trochę później 🙂
A z autorów, których wymieniłaś, nie tylko znam, ale i czytałam książki: Picoult, Chmielewską, Christie, Zafona, Bułhakowa i Tolkiena. Nie jest zatem ze mną tak źle 😛

U mnie jest podobnie, chociaż Picoult, Cobena i Larssona czytałam 🙂 Zresztą Cobena i Larssona uwielbiam, uwielbiam! 🙂 Giffin czytałam jedną pozycję, "Mistrza i Małgorzatę" też mam za sobą.

Nie wiem, czy wszyscy czytają Kavę i Gerritsen, ale ja je uwielbiam – gdybyś nie znała, a miała ochotę, to naprawdę szczerze polecam 🙂

No fakt, wstyd nie czytać Bułhakowa. Szczególnie gdy się taki kierunek skończyło.
Czytałam przynajmniej jedną książkę każdego z wymienionych przez Ciebie autorów.

Chmielewska i Larsson – z Twojej listy ich książek jeszcze nie czytałam, ale do tej pierwszej na przykład w ogóle mnie nie ciągnie:p

Z wymienionych przez Ciebie autorów czytałam pięcioro (Tolkiena, Christie, Zafona, Bułhakowa i Grocholę), więc nie jest źle, ale jest za to masa innych popularnych pisarzy, którzy jeszcze są przede mną. Aż chyba skrobnę notkę na ten temat za dzień lub dwa 🙂

Wychodzi na to, że u mnie nie jest aż tak źle 🙂 Połowę mam zaliczoną tzn. Picoult, Zafona, Cobena, Larssona i Tolkiena 🙂 Jeśli chodzi o pozostałych to najbardziej ubolewam nad faktem, że nie sięgnęłam jeszcze po książki A.Christie 🙂

U mnie to wychodzi pół na pół. 😀
Czytałam: Christie, Zafona, Cobena, Larssona i Tolkiena.
Na półce stoi "Mistrz i Małgorzata" i mam w planach kiedyś to przeczytać. Poza tym na pewno kiedyś sięgnę po coś Jodi Picoult, ale do reszty mnie nie ciągnie. 🙂

Z tej listy czytałam tylko Bułhakowa i polecam. Reszta po prostu mnie nie interesuje, nie moje klimaty. Nie ciągnie mnie do kryminałów i tzw. literatury kobiecej. Musiałoby mi się bardzo nudzić, żebym po to sięgnęła. Tylko Zafona planuję kiedyś przeczytać, już ze dwa lata się u mnie kurzy.

Nie czytałam Grochali i Larssona więc chyba nie jest tak źle. Polecam Christie bo ona nigdy nie zawodzi i trochę zazdroszczę Ci, że masz te wszystkie "odkrycia" jeszcze przed sobą 🙂

Czytałam wszystkich oprócz Tolkiena, do którego niby też się przymierzam, ale do fantastyki mnie nie ciągnie, więc na razie się tylko przymierzam. 😉

Picoult jest moim zdaniem nierówna. Polecam "Bez mojej zgody" (jak pewnie wszyscy ;).
Chmielewskiej polecam "Wszystko czerwone", "Całe zdanie nieboszczyka" i "Wszyscy jesteśmy podejrzani".
Grocholę bardzo lubię, od zabawnej serii "Nigdy w życiu" po dużo cięższą, wspaniałą, "Osobowość ćmy".
Giffin nie lubię.
Christie za to bardzo. Muszę się w końcu zabrać za ponowne czytanie jej książek, bo brakuje mi tych recenzji na blogu. Moja ulubiona książka: "Dziesięciu murzynków".
Zafón – najlepiej wypadł w "Cieniu wiatru". Ogromnie mi się ta powieść podobała.
Coben jest nierówny. W sumie nie wiem od czego najlepiej zacząć.
Larsson jest świetny, choć pierwszy tom wolno się rozkręca.
A Bułhakowa znam tylko z bardzo dobrego "Mistrza i Małgorzaty".

Bardzo mi się podoba ta lista. Pomyślę nad swoją. 🙂

Nadrabiaj Bułhakowa! Warto warto i jeszcze raz warto 🙂 Piekielnie inteligentna, zabawna, przerażająca, wielowarstwowa, wzruszająca, prześmiewcza… i tak można by było długo. Szajka Wolanda, ukazanie Moskwy i jej absurdów – m a j s t e r s z t y k! A tak jeszcze wykraczając trochę poza literaturę, jeśli będziesz miała okazję to polecam musical "Mistrz i Małgorzata" we wrocławskim Capitolu. Bilety do końca tego sezonu są wyprzedane już dawno, ale sądzę, że w następnym też będzie wystawiany. Niezwykle ciężko je dorwać, ale spektakl jest naprawdę zapierający dech w piersiach.

Klaudyno , ale mnie zaskoczyłaś. Myślałam,że zobaczę tu nazwiska, który ja również nie znam. A znam twórczość każdego z wymienionych przez ciebie z wyjątkiem Larssona, którego już mam planach oj, od dawna. Tym bardziej , że kocham skandynawskie kryminały, a pisarz przecież stał się prekursorem ich popularności Szczególnie mogę Ci polecić Harlana Cobena, Agathe Christie, Tolkiena.

WŁADCE PIERŚCIENI czytałam lata temu w technikum. Dojeżdżałam 15 km autobusem i trylogia była tak wciągająca, że w tydzień cała była za mną.
Cobena czytam już drugą książkę w tym miesiącu. Twórczość Christie postawiłam sobie za cel. Wszystkie jej kryminały chcę przeczytać. Powoli zmierzam do realizacji tego celu.

Bułhakow rewelacja! Picoult czytałam tylko najpopularniejszą książkę, Żaden zaczarował mnie tylko Cieniem wiatru. crisis wielbię od dawien dawna 🙂 Tolkiena czytałam jeszcze w gimnazjum. Z klasyków nie znam np. Nabokova i Vonneguta.

Ooo, Jodi Picoult jest jedną z moich ulubionych autorek. 🙂 Mam za sobą osiem powieści jej autorstwa, a apetyt dalej rośnie… Ja miałam jeszcze przyjemność poznać twórczość Grocholi, Giffin i Zafóna. Świetne Top10 – na pewno wezmę udział w nim. 🙂

Osobiście bardzo lubię Cobena, a zwłaszcza jego serię o agencie sportowym Myronie Bolitarze, ale wiem, że jest sporo osób, które tego autora po prostu nie dzierżą. Kwestia gustu. Z Jodi Picoult polecam przede wszystkim słynne "Bez mojej zgody". Giffin ma książki lepsze i gorsze – taka przeplatanka, a Tolkiena polubiłam, chociaż te jego opisy potrafią doprowadzić człowieka do rozpaczy. Tylko Christie i Zafon z twojej listy ciągle jeszcze są dla mnie tajemnicą, ale za to mam mnóstwo innych zaległości, np. Murakami (!) czy Philippa Gregory 🙂

Z Twojej listy nie czytałam tylko Chmielewskiej i też wciąż chcę to nadrobić.

Polecam natomiast skupić się jedynie na: Zafónie, Larssonie i oczywiście Bułhakowie. (Jak lubisz kryminały to też na Christie)
Według mnie pozostali nie są warci uwagi.

Bułhakow, Christie, Tolkien, dla mnie to nazwiska obowiązkowe 🙂
Z pozostałych nazwisk miałam tylko krótką przygodę z Chmielewską, która mnie nie porwała, a reszta…
…"reszta jest milczeniem" 😉

Nie czytałam książek dwóch osób podanych przez Ciebie, mianowicie Giffin i Picoult ale nie bardzo wiem czy warto. Co do Joanny Chmielewskiej przepadam za nią, jest jedną z najważniejszych pisarek w moim życiu ale jednak wpisałabym klasyka kryminału a nie literatury polskiej. Niczego jej nie ujmując.

Oczywiście, Mickiewiczem nie jest i w gronie lektur szkolnych raczej jej dzieła się nie znajdą, ale jednak jest chyba najwybitniejszym przedstawicielem swojego gatunku – a to już w ogólnym spojrzeniu na cały przekrój rodzimej literatury czyni ją w moich oczach właśnie klasykiem 🙂

Zafon i Bułhakow?! Jestem w szoku. Grocholi, Cobena, Giffin i Larssona sama nie czytałam, więc wybaczam ;P Z Tolkien planuję natomiast zaznajomić się w wakacje – zobaczymy co wyjdzie z tych planów. A ze słynnych powieści przyznaję się – nie czytałam serii o Potterze. Próbowałam czytać pierwszy tom dwa razy, ale za każdym razem nie dochodziłam dalej niż do piętnastej strony. Nie jestem też fanką "Zmierzchu" – to chyba jedna z niewielu pozycji, której chyba nigdy nie przeczytam ;P

Myślę, że w większości pokrywają się nasze ignorancje. J. Picoult uwielbiam i mam 11 jej książek, a 8 z nich czytałam. E. Giffin również lubię, mam jej wszystkie książki i tylko jednej jeszcze nie nadrobiłam. Tolkien – mam za sobą Hobbita (dwa razy!), Christie – jedna, krótka książeczka jedynie jest za mną. Reszty nie czytałam. Chociaż Millennium kurzy mi się od trzech lat na półce. Od siebie dodałabym Kinga, Murakamiego oraz Gutowską – Adamczyk.

Za Bułhakowa zabieram się w tym lub przyszłym tygodniu, a poza tym czytałam wszystkich. Polecam Ci zwłaszcza Zafóna (Cień wiatru to najpiękniejsza młodzieżówka, jaką czytałam w życiu, chwałą tłumaczowi za genialny przekład, Chmielewską (Lesio, Wszystko czerwone, Dzikie białko), Larssona (Lisbeth stała się dzięki niemu jedną z moich ulubionych kobiecych postaci literackich) i Tolkiena (mistrz, mistrz, mistrz). Ja pewnie też mogłabym sobie taką listę stworzyć, bo kilka klasyków mi umknęło, albo zwyczajnie do nich nie dojrzałam. Ale nic na siłę, trzeba swoje odczekać, potem książka lepiej smakuje. 😉

Murakami …. niestety.
Z Twojej listy najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie znasz Bułhakowa i Christie!
Za Chmielewską średnio przepadam, Grocholi z całego serca nie znoszę. Picoult nie znam, Giffin lubię 😉

Ja nie czytałam Grocholi (przynajmniej sobie nie przypominam) i Christie. Czytałam bodajże jedną książkę Giffin i mnie nie urzekła. Taka zwykła obyczajówka, szału nie ma. Mistrza i Małgorzatę & Larssona & Picoult & Tolkiena bardzo lubię łamane na uwielbiam 🙂 Chmielewskiej czytałam jedną książkę i nie porwała mnie na tyle, bym sięgnęła po następne.
Ja z kolei jestem do tyłu z m.in. Nabokovem i Vonnegutem.

Jak widzę czytałam wielu z tych autorów ( Picoult, Chmielewska, Christie, Tolkien) Bułhakowa przerabiałam w szkole po byłam na profilu o rozszerzonym polskim…nie wiem co ta książka ma w sobie ale mnie zauroczyła…inteligentna, z humorem…ma w sobie to coś….a jeżeli mam być szczera to ja nie ruszyłam Murakami ani Harry Potter…ale mam już na półce i czekają na swoją kolej:) A Zafon jest w trakcie czytania:) pozdrawiam Kinga (margaret-buum)

Bułhakow "Mistrz i Małgorzata" – zdecydowanie trzeba przeczytać. Polecam tłumaczenie I. Lewandowskiej i W. Dąbrowskiego – najlepszy polski przekład 😉

W Picoult od niedawna się zaczytuję i jak na razie jej książki przypadają mi do gustu (polecam na przykład "Kruchą jak lód", "Dziewiętnaście minut").
A. Christie coś kiedyś zaczęłam, ale zdecydowanie przymierzam się do dalszego czytania 🙂
Zafona czytałam dotychczas tylko jedną książkę, ale z czystym sercem mogę ją polecić – "Marina".
Do Cobena mam słabość i jego książki zawsze stanowią dla mnie dobrą rozrywkę.
Bułhakowa czytałam "Mistrza i Małgorzatę" i to zdecydowanie świetna książka.
A Tolkien hmm za mną Władca pierścienia i Hobbit i w sumie miło wspominam 🙂

Sama bardzo często mam takie uczucie, szczególnie w trakcie wędrówki po różnych blogach, że jest tylu autorów których chciałabym poznać, a ciągle jakoś się nie składa 🙂 Teraz na myśl przychodzi mi J. Green, K. Bonda, H. Murakami (tu jednak trochę się obawiam czy przypadnie mi do gustu), T. Gerritsen, J. Ketchum, S. Fitzek, J. Deaver, M. Chattam i tak dalej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *