Dlaczego książki dla młodzieży tak bardzo się zmieniły? [Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, Ann Brashares]

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, Ann Brashares

Oryginał: Sisterhood of the Traveling Pants
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2002
Stron: 264
Gatunek: dla młodzieży

Lubię czasem zatracać się we wspomnieniach. Oglądać stare, klimatyczne seriale i filmy, rozkoszować się dobrą muzyką odległych dekad, czy też wracać do książek, które towarzyszyły mi w okresie dorastania. Dziś, kiedy nastolatki ekscytują się głównie przygodami wampirów, demonów i bohaterów nie z tego świata, taka historyjka o czterech przyjaciółkach i parze magicznych spodni trąci już nieco myszką i wzbudza raczej uśmiech politowania, aniżeli głębsze zainteresowanie ze strony młodzieży.

A przecież Tibby, Carmen, Bridget i Lena – główne bohaterki Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów – to dziewczęta z krwi i kości, mające realne problemy, żyjące w realnym świecie. Na cóż komu fantazje o życiu pośród telepatów i krwiopijców? Na cóż ekscytowanie się życiem neurotycznych dziewcząt, omdlewających na widok demonów, aniołów i innych osobników dziwnego typu? W czym gorsi są bohaterowie wyciągnięciu z życia? Gorący Grek, któremu ulega Lena albo seksowny trener piłkarski, za którym szaleje Bridget, czy nawet chłopak z sąsiedztwa, do którego wzdycha Tibby? Czy nie byłoby zdrowiej, mądrzej i normalniej fascynować się tym, co bliskie i będące na wyciągnięcie ręki, niż całkowicie pozbawione sensu i realności?

No bo sorry dziewczęta, ale Edward Cullen nigdy nie zapuka do Waszych drzwi.

Powrót do Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów był dla mnie jednym z wakacyjnych planów czytelniczych. Są książki, do których warto wracać i dla których warto ponownie znaleźć miejsce w swoim życiu. Nie, nie szkoda mi czasu na wycieczki w przeszłość. Nie, nie nudzę się odtwarzając na nowo opowieści, które już znam. Kocham książki i właśnie w ten sposób pielęgnuję pamięć o tych, które odegrały w moim życiu ważną rolę. A debiut Ann Brashers ma w moim sercu specjalne miejsce.

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów to powieść i dla dziewcząt, i dla dorosłych kobiet. Ma specyficzny klimat i wzbudza niebywałą sympatię. Jako historia o nastolatkach, z myślą o nastolatkach pisana bywa odrobinę przesłodzona, ale przede wszystkim ujmuje prawdziwością. Bo wyłączając motyw dżinsów, które uznaje się za magiczne (choć to jedynie pewna metafora), bohaterki mierzą się z realnymi problemami – rozwodami rodziców, pierwszymi miłościami, zazdrością. Łączy je piękna przyjaźń. Przyjaźń, o jakiej się marzy i jaka możliwa jest chyba jedynie w literaturze. To właśnie ta niezwykła relacja sprawia, że tak wspaniale śledzi się poczynania Tibby, Leny, Bridget i Carmen. Dodatkowo w każdej z nich można znaleźć cząstkę siebie i znów poczuć tak, jak to było za dawnych, szkolnych lat…

Gdybym teraz miała radzić rodzicom, za pomocą jakich książek zachęcać nastolatki do czytania, z pewnością na początek poleciłabym właśnie Stowarzyszenie…, bo to książka, która nigdy się nie zestarzeje i która nie straci na wartości. Moda na wampiry i innych cudaków przeminie, a piękna dziewczęca przyjaźń i realne problemy zawsze będą w cenie.

Moja ocena: brak
Książka przeczytana w ramach wzywań: ’Pod hasłem’, ’Czytam literaturę amerykańską’, ’Serie na starcie’ oraz ’Książkowe podróże’.

0 komentarzy

Trafiłaś w punkt tą recenzją. Dokładnie taka jest ta książka o prawdziwych nastoletnich problemach, przyjaźni, która w dzisiejszym świecie tak rzadko już się zdarza. Może też do niej wrócę ?

Koniecznie!
Mnie mąż przytargał z biblioteki wszystkie tomy i zamierzam je niedługo pochłonąć. Bardzo przy tym żałuję, że swoje rozpożyczyłam i nigdy do mnie nie wróciły 🙁

Marzyłam o takich jeansach… i wyłam przy tej książce. Nie wiem, czy moje dzieci będą chciały czytać to, co dla mnie było wartościowe. Obawiam się, że nie…

Warto spróbować – szczególnie przy tak uniwersalnej literaturze. Ja tam przejęłam po rodzicach np. zamiłowanie do Tomka Wilmowskiego, a przecież istnieje jeszcze wiele książek, które kochamy my, i które kochały wcześniejsze pokolenia – 'Ania z Zielonego Wzgórza' czy dzieła Astrid Lindgren 🙂

Już nawet moja siostra nie chciała, ale kto wie, może się uda 🙂 ja jeszcze lubiłam serię "romansów" Nie dla mamy, nie dla taty lecz dla każdej małolaty – czytałaś może?

Kojarzę tę serię z nazwy, ale chyba sama nigdy nie czytałam. Choć kto wie, w czasach podstawówki/gimnazjum wynosiłam z biblioteki tony książek i czytałam wszystko, jak leciało 🙂

@Itysia – ja czytałam tego mnóstwo 😀
A miłością do Ani Shirley zaraziła mnie mama. Wilmowskiego dorwałam sama. Zresztą uwielbiałam czytać te stare zniszczone książki 🙂

Dokładnie, cztery 🙂 Zdziwiłam się, jak Marcin mi je z biblioteki przyniósł, bo byłam pewna, że były trzy tomy – więc albo ostatniego nie znam, albo mam jakieś luki w pamięci 😉

Tyle razy widziałam ją w bibliotece czy też na półce u kuzynek i nigdy się nią nie zainteresowałam. A szkoda, myślę, że w dość krótkim czasie wpadnie w moje ręce 🙂 Świetna recenzja! Bardzo zaciekawiłaś mnie tą książką! Jak się spodoba na pewno chwycę po resztę tomów 🙂

Właśnie myślałam ostatnio nad zapoznaniem się z tą serią, niestety na razie padło na odświeżanie 'Pośredniczki' Meg Cabot. 🙂 Aczkolwiek do 'Stowarzyszenia' na pewno kiedyś zajrzę 🙂

Ach te nastoletnie lektury, z przyjemnością kiedyś w Wędrujących… powrócę. Masz rację, one nie tracą na aktualności. Ponadczasowa lektura.

Jak juz wspominałam na Twoim instagramie, uwielbiałam tą serię…i chyba idąc w Twoje ślady, niedługo sobie ją przypomnę. W swoim posiadaniu mam bodajże dwie części 🙂

To jedna z paru (dosłownie) książek, do których chętnie bym wróciła, gdybym miała czas na powtarzanie książek.
Wspaniała seria!

Czytałam te książki w podstawówce. Lubiłam wszystkie dziewczyny i ich dynamiczną przyjaźń, choć czasami przeszkadzały mi wątki romantyczne. 🙂 Wydaje mi się, że wcale nie jest tak źle, nie tylko powieści fantastyczne się czyta (może po prostu najwięcej się je reklamuje), nie brakuje też innych młodzieżówek. 😉

Seria, którą bardzo lubię 🙂 Teraz ma pojawić się wznowienie Dżinsów, ale okładki… Jakoś wolę te starsze, kolorowe. Fakt, może i Stowarzyszenie nieco trąci myszką, ale na tle obecnych powieści młodzieżowych, to ich zaleta.

Czytałam kilka lat temu – niesamowite przeżycie. Wciąga już od pierwszych stron i gwarantuje dobrą zabawę. Szkoda, że jest tak mało powieści młodzieżowych tego typu.

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów to chyba już klasyka prozy dla młodzieży, każda nastolatka powinna znać tę książkę 🙂 Mam nadzieję, że ta seria jeszcze przez dłuugi czas będzie popularna 🙂

Hmm całe szczęście, że Cullen nie zapuka do drzwi 😉 Książek nie czytałam, ale pamiętam, że film bardzo mi się podobał. Teraz takie książki o "zwyczajnych" nastolatkach pisze chyba tylko Green. A przynajmniej kojarzę tylko jego.

Mam tę książkę w swoich zbiorach – zupełnie o niej zapomniałam! Ale chyba w końcu będę musiała rzucić okiem, skoro wszyscy mówią o niej tak pochlebnie 🙂

Książki nie czytałam, ale oglądałam film i bardzo mi się podobał. Oczywiście po książkę też sięgnę, jak tylko znajdę ku temu okazję. 😉
Również lubię sobie od czasu do czasu wracać do przeczytanych już powieści, powspominać, posmakować jeszcze raz tego, czym kiedyś się zachwycałam – i odkrywam, że nadal zachwycam! Właśnie przypominam sobie serię o "Harrym Potterze" od której rozpoczęła się moja miłość do fantastyki i do czytania, tak na poważnie. Bo wcześniej owszem, czytałam, ale dopiero od HP stało się to moim nałogiem. 😉

PS. Świetna recenzja! 🙂

O, ja też nie miałam jeszcze okazji poznać, a już jakiś czas temu obiecałam sobie, że w końcu gdzieś ją pożyczę i tak nie mogę dostać od niepamiętnych czasów.

Bardzo lubię całą serię i zawsze powtarzam, że właśnie takie powieści powinny czytać nastolatki zamiast jakichś "Piosenek dla Pauli". Do wampirów porównywać nie będę, bo to inny gatunek 🙂

Akurat tej książki nie czytałam, ale czasami też mam wrażenie, że kiedyś książki dla młodzieży były mądrzejsze i bardziej realistyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *