Policz do stu, Lucy Dillon

Policz do stu, Lucy Dillon

Oryginał: A Hundred Pieces of Me
Wydawnictwo: Prószyński Media
Rok wydania: 2014
Stron: 472
Gatunek: obyczajowa

Lucy Dillon poznałam dawno temu za pośrednictwem dość niepozornej, ale niezwykle ciekawej powieści Spacer po szczęście. Mając w pamięci tamtą mądrą i ciepłą historię, z radością sięgnęłam po kolejną powieść Brytyjki, Policz do stu. I tym razem dość długo wgryzałam się w całą opowieść, po to tylko, by na końcu być oczarowaną i przepełnioną pozytywną energią.

Gina po rozstaniu z mężem rozpoczyna proces rozliczania się ze swoim dotychczasowym życiem. Upycha wspomnienia w pudłach, odgruzowuje otoczenie i odkrywa nowe sposoby na docenianie piękna codzienności. Powoli znajduje w swoim sercu miejsce dla innych, a także pozwala sobie na wybaczenie błędów przeszłości. Jej perypetie pełne są wzlotów i upadków, wzruszają i chwytają za serce. Są nieco przewidywalne, przyznaję, ale od powieści obyczajowych nie wymagam oryginalności. Mają emocjonować i uprzyjemniać czas…

Lucy Dillon potrafi zajmująco opowiadać, kreuje barwnych i charakterystycznych bohaterów, a do tego snuje naprawdę poruszające opowieści. Porusza tematy niełatwe, ale nie sili się na patos, nie przesadza, nie przekracza granic. Wie również, jak wlać w serce czytelnika odrobinę ciepła, zaintrygować go i przenieść do stworzonego przez siebie świata. Zdarza jej się uciekać do rozwiązań banalnych, ale nie to w jej książkach jest najważniejsze. Tu liczą się emocje i uczucia, liczy się prawdziwość i naturalność. Jej bohaterom można zaufać, w ich rzeczywistość można uwierzyć, a przedstawione przez nią historie łatwo odnieść do własnego życia. To niezwykle ważne i cenne, ponieważ nie każdy pisarz potrafi zadbać o autentyczność wykreowanego przez siebie świata.

Lubię prozę pani Dillon i chętnie sięgnę po inne jej książki. Mają one w sobie coś takiego, że mimo dość powszechnej tematyki, ujmują, zaskakują i zapadają w pamięć. A do tego doskonale się je czyta!

Moja ocena: 7/10
Książka przeczytana w ramach wyzwania ’Książkowe podróże’.

0 komentarzy

Nie znam żadnej powieści tej pani, ale słyszałam o "Spacerze po szczęście". Niezbyt często czytam powieści obyczajowe, mimo że czasem mam ochotę je poznać to i tak zazwyczaj wybieram inne gatunki. Ale może uda mi się poznać twórczość Dillon 🙂

Brzmi dobrze. Nawet ta przewidywalność tak nie przeszkadza, bo jeśli chodzi o powieści obyczajowe rzeczywiście ważniejsze są emocje. I jakieś pozytywne przesłanie.
Poza tym, urocza okładka;)

O, nie słyszałam jeszcze o tej autorce, a powieści obyczajowe bardzo lubię. Do tej konkretnej pozycji przekonuje mnie prawdziwość i naturalność, o której piszesz. Lubię, gdy bohaterzy stają się mi bliscy podczas lektury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *