[KSIĄŻKA] Pozdrowienia z Korei, Suki Kim

Wydawnictwo: ZnakRok wydania: 2015 • Stron: 336

Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit

Wspomnienia kobiety, która pod przykrywką chrześcijańskiej misji zamieszkała w Korei Północnej, by tam nauczać języka angielskiego synów najbardziej wpływowych ludzi KRLD. Zapis rozmów ze studentami i innymi misjonarzami, opis codziennego życia w uniwersytecie przypominającym więzienie i w kraju odseparowanym od reszty świata. Szokujący obraz rzeczywistości

Co poszło nie tak?

  • Autorka zbyt wiele miejsca poświęca samej sobie, swojej rodzinie, kochankowi. Te mało wartościowe fragmenty nużą i czynią lekturę mniej ekscytującą.
  • Książka dotyczy specyficznego obszaru życia w KRLD – zamkniętego kampusu pełnego synów wysoko postawionych osobistości. Autorka nie miała zatem okazji posmakować „prawdziwej” Korei, co z pewnością nie każdemu czytelnikowi się spodoba.
  • Nie wiem czy to wina tłumaczenia czy stylu pisania Suki Kim, ale sama lektura idzie dość topornie. Rzadko mierzę się z jedną książką ponad tydzień, a już tym bardziej nie w przypadku książek opisujących tak interesujące tematy.

Zbiór zalet

  • Bardzo ciekawie przedstawieni są studenci autorki. Suki Kim poświęca wiele uwagi ich zachowaniom, poglądom, wypowiedziom, wspomnieniom, charakterom. Czytelnik poznaje ich z bliska, jednocześnie borykając się z wątpliwościami, ile kłamstwa i ile prawdy kryje się w ich wypowiedziach.
  • Duszna atmosfera panująca w kampusie unosi się wokół książki od pierwszej do ostatniej strony. Czytelnik, podobnie jak autorka, czuje się niepewny, lekko podekscytowany i podenerwowany.
  • Mimo że Suki Kim nie pisze o najstraszniejszych elementach rzeczywistości Korei Północnej, przytoczony przez nią obraz życia jest i tak wystarczająco szokujący. To, jakimi kłamstwami (dotyczącymi m.in. świata, życia jako-takiego czy państwowego przywódcy) karmieni są obywatele tego kraju jest zdumiewające i trudne do pojęcia rozumem.
  • Pozdrowienia z Korei są interesującym głosem w sprawie koreańskiej rzeczywistości i z pewnością znajdą spore uznanie tych, którzy chcieliby kraj Kim Dzong Una poznać od wielu stron.

Podsumowując

Choć chciałoby się mieć wrażenie, że Pozdrowienia z Korei to przykład literatury dystopijnej, fakty są niezaprzeczalne – ten specyficzny zakątek świata tak właśnie wygląda. Suki Kim pisze o Korei z perspektywy nauczycielki w izolacji, dzieląc się z czytelnikami wątpliwościami dotyczącymi swoich studentów i życia, jakie wiodą obywatele KRLD. Wiele uwagi poświęca swoim uczuciom, rodzinnym wspomnieniom i wewnętrznym rozterkom, co być może przybliża do niej odbiorców, ale jednocześnie lekko nudzi i męczy. Moja ocena: 7/10Książka przeczytana w ramach wyzwania ’Pod hasłem’.
]]>

8 komentarzy

  1. Niestety nie moje klimaty. Czytałem kiedyś książkę, której akcja działa się w Japonii. Od tego czasu kraje azjatyckie jednocześnie mnie intrygują i nieco przerażają. Wolę kiedy akcja książki dzieje się w świecie bliżej mi znanym 🙂

  2. Tym razem spasuje, bowiem tematyka ''Pozdrowienia z Korei' nie wzbudziła mojego zainteresowania, więc nie będę ''czarować'' pisząc, że być może, kiedyś tam się skuszę. Niemniej jednak cieszę się, że w ogólnym rozrachunku jesteś zadowolona z lektury. Szkoda jedynie, że wspomnienia autorki dotyczące jej rodziny i kochanka wywołują znużenie zamiast zaciekawienie.

  3. Szkoda, że książka nie zachwyca, bo czytałam wywiad z autorką i nabrałam ogromnej ochoty na poznanie tej publikacji. Mimo minusów chyba i tak się za nią wezmę, bo jednak tematyka związana z życiem w Korei Północnej jest tak ciekawa, że nie odmówię sobie poznania kolejnej relacji.

  4. Książka nie jest zdecydowanie dla mnie, tym bardziej iż wspomniałaś, że przez język w książce czytanie idzie bardzo topornie.

  5. A ja już wcześniej zwróciłam uwagę na tę książkę i jeśli wpadnie kiedyś w moje ręce, to z chęcią się z nią zapoznam. Od czasu do czasu lubię podczytywać takie książki.

  6. Jeszcze nie czytałam żadnej książki o Korei, więc ta którą opisałaś wydaje mi się całkiem ciekawa. Co prawda zniechęca mnie trochę toporny język, wolę gdy autorzy piszą w lekki sposób, to jednak jeśli dorwę ją kiedyś, to na pewno przeczytam choćby dla wyrobienia sobie własnej opinii 🙂

  7. Powiem szczerze, że troszkę boję się z nią zmierzyć po tych punktach "Co poszło nie tak". Książka leży koło mnie i czeka na przeczytanie. Liczyłam na lekką w swej ciężkości lekturę. Rozumiesz… chodzi mi o historię nieprawdopodobną, ciężką, bo wiadomo jak w Korei jest, ale napisaną tak, że czytasz ją jednym tchem. Teraz troszeczkę się boję, że sama przy niej utknę na dłużej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *