podcast-klaudyny-maciag

Zaczynasz, wracasz, rozkręcasz? Jak skutecznie działać na swoim? [Zacznijmy od słowa, odc. 17]

Kulisy prowadzenia freelancerskiego biznesu na własnych zasadach. Zaczynasz, rozkręcasz, wracasz? Nie ma znaczenia – te rady przydadzą Ci się niezależnie od sytuacji.

Z tego tekstu/odcinka dowiesz się:

  • Jak się wraca do freelancingu?
  • O co warto zadbać, wchodząc lub wracając na rynek?
  • Jak pozyskać (lub odzyskać) klientów?
  • Na czym się skupić planując strategię działań?
  • Dlaczego dialog jest superważny?
  • Jak wypracować skuteczny system działania na swoim?

15. odcinku podcastu opowiadałam o rewolucji w moim zawodowym życiu. O co chodzi? Choć zawsze pracowałam z domu i zawsze na własny rachunek, to jednak przez 7 lat byłam związana solidnymi umowami B2B z dużymi markami. To oznaczało, że jeśli pracowałam dla innych, to robiłam to wyłącznie dlatego, że chciałam. Chciałam różnorodności, chciałam utrzymać relacje z ważnymi dla mnie klientami, chciałam czasem zarobić dodatkowe pieniądze. Ale nie musiałam tego robić, bo stałe umowy na wielowymiarowe działania dawały mi komfort czegoś na kształt stałego zatrudnienia.

To się jednak zmieniło. Od lipca 2022 roku zaczęłam małymi krokami wracać do stuprocentowego freelansu. Teraz z nikim nie wiąże mnie żaden wielki kontrakt – choć oczywiście mam stałych klientów – i chętnie podzielę się z Tobą przemyśleniami z ostatnich miesięcy. Co zrobiłam, aby bezboleśnie wrócić na rynek? Co pomogło mi na nowo znaleźć większe grono klientów? Jak działam, aby nie martwić się o przyszłość?

Kroki, które Ci przedstawię, z powodzeniem wykorzystasz także wówczas, gdy dopiero budujesz swój freelancerski biznes albo chcesz go rozwinąć.

Krok 1: odezwanie się do klientów

Pierwszym krokiem, jaki podjęłam, było zwrócenie się do klientów, dla których wykonywałam w przeciągu ostatniego roku więcej niż jedno zlecenie. Jest kilka firm, dla których od lat prowadzę blogi, tworzę treści do sklepów czy newsletterów i z którymi jestem w regularnym kontakcie.

Moim celem było zebranie rekomendacji, którymi już od dawna nie zajmowałam sobie głowy. Na mojej stronie od 2,5 roku nie było ani zakładki „oferta”, ani informacji o tym, że wykonuję jakiekolwiek zlecenia. Jeżeli ktoś się do mnie odzywał, to albo już się znaliśmy, albo działała tu stara, dobra „poczta pantoflowa”, albo przypadkiem wynajdywał w wyszukiwarce moją nieaktualizowaną od dawna zakładkę „copywriting” i decydował się na kontakt. Ponieważ nie zależało mi na nowych zleceniach, nie zawracałam sobie głowy ewentualnymi referencjami.

Teraz, gdy wróciłam na rynek, postanowiłam rekomendacje zebrać, by móc ewentualnie wykorzystać je na stronie internetowej. Zupełnie nieświadomie zrobiłam tym krokiem więcej dobrego niż się spodziewałam. Nie tylko zebrałam pozytywne opinie na temat swojej pracy, ale dodatkowo wysłałam klientom sygnał, że jestem wolna i chętna do działania. Jeżeli więc od dawna myśleli o tym, żeby zlecić więcej pracy osobie od tworzenia treści, to teraz się do tego zmobilizowali. W ten sposób zyskałam pierwszą pulę nowych zleceń od osób, z którymi byłam w regularnym, ale niezbyt częstym kontakcie, a które teraz mają dla mnie sporo pracy.

Zatem krok pierwszy, jaki zalecam, to odezwanie się do ludzi, którzy już nas znają i wysłanie im czytelnego sygnału, że jesteśmy gotowi do pracy. Nawet jeśli od dawna masz od nich referencje, możesz po prostu dać znać, że jesteś otwarta/otwarty na wspólne działania.

Krok 2: aktualizacja strony internetowej i social mediów

Jak wspominałam, na mojej stronie internetowej zakładka z ofertą usług była wyłączona z menu. Musiałam więc podpiąć ją na nowo, a przy okazji zaktualizować. Wciąż jeszcze nie zrobiłam w tym zakresie wszystkiego – na przykład nie odnowiłam portfolio – ale już samo uruchomienie z powrotem tej strony było dla mnie superważne. Teraz, gdy ktoś trafia na moją stronę, z łatwością może znaleźć zakładkę „copywriting”.

W moim przypadku od zaktualizowania portfolio było ważniejsze jednak odnowienie zakładki „współpraca”. W ostatnich latach odnosiła się ona wyłącznie do kwestii blogowych, a nie firmowych. Widniał tam więc komunikat, że współprace z markami nie są dla mnie priorytetem i że ich oferta musi być bardzo bliska temu, czego potrzebuję czytelnicy bloga, bo inaczej ewentualna współpraca nie ma dla mnie sensu. I o ile w ostatnich latach taki komunikat mógł mieć sens, o tyle jedna z klientek zwróciła mi uwagę, że gdy przeczytała tę stronę teraz, poczuła się zmieszana. Ona chce mi zlecić tekst, a ja na swojej stronie piszę, że to nie jest dla mnie ważne. To, że nie chodziło o zlecenia copywriterskie, a o typowe współprace blogowe z markami nie miało znaczenia – ja to rozumiałam, ale ludzie z zewnątrz nie zawsze. Zakładkę „współpraca” zmieniłam więc w trybie natychmiastowym, aby była czytelniejsza.

Aktualizacji wymagały też profile w mediach społecznościowych – bio na Instagramie oraz opis na LinkedIn – abym nie była już wiązana z firmą, dla której przestałam pracować. To niby drobiazg, ale jednak istotny.

O LinkedInie jeszcze opowiem, ponieważ z nim wiąże się kolejny punkt na mojej liście rekomendowanych kroków.

Krok 3: czytelny sygnał wysłany w świat

Okej, to może brzmieć dziwnie, ale chodzi po prostu o głośne poinformowanie o końcu współpracy z dotychczasową marką. W pierwszej kolejności zrobiłam to na Instagramie i Twitterze i te komunikaty spotkały się z dość wyraźną reakcją społeczności. Dostałam dużo słów wsparcia, informacji o ściskanych kciukach, komunikatów: „jesteśmy z Tobą, idź przed siebie dalej i rób swoje”, a także kilka wiadomości w stylu: „super, że jesteś teraz wolna, czy możemy nawiązać współpracę?”. Ale to wszystko to było nic w porównaniu z szaleństwem na LinkedInie.

Tam zamieściłam podsumowanie pracy dla firmy Pani Swojego Czasu. Parę słów „ludzkiego” podsumowania, za czym będę tęsknić i za to tę pracę doceniałam oraz wypunktowanie wszystkich najważniejszych działań, takich jak opublikowanie 80 artykułów i kilkuset innych tekstów czy wydanie Dziennika Wieloletniego. Na ten moment – a mamy 16 września, czyli 16 dni od publikacji tego posta – otrzymałam pod nim 130 reakcji i kilkanaście komentarzy. Liczba wyświetleń przekroczyła 11 tysięcy. Wspominam o tym nie po to, by chwalić się liczbami, ale by uświadomić pewną kwestię: ten post wywołał lawinę. Ktoś oznaczył kogoś w komentarzu i ten ktoś się do mnie odezwał. Komuś innemu post wyświetlił się na tablicy, więc przeczytał go i nawiązał ze mną kontakt. Z LinkedIna mam teraz zupełnie nowych klientów – a wszystko dzięki temu jednemu krótkiemu tekstowi i wysłaniu w świat czytelnego sygnału, że oto jestem wolna i otwarta na współprace. Nawet nie musiałam pisać tego wprost, pożegnanie z dotychczasową firmą po prostu było dla ludzi na LinkedInie bardzo czytelne.

Co to oznacza dla Ciebie? Jeżeli wracasz na rynek pracy, to nie tylko zaktualizuj strony i social media, ale przede wszystkim poinformuj świat, że może się z Tobą kontaktować.

Krok 4: zaplanowanie strategii

Temu zagadnieniu należy się oddzielny artykuł na blogu, oddzielny odcinek podcastu, a niektórzy tworzą nawet na ten temat książki. Nie będę więc skupiać się na detalach, a jedynie zaznaczę, że zaplanowanie nowych działań i przemyślenie tego, co ma się wydarzyć, jest bardzo istotnym elementem prowadzenia freelancerskiego biznesu. Jeżeli nie wiesz, dokąd zmierzasz – błądzisz, wybierasz przypadkowe ścieżki, a przy okazji tracisz nie tylko czas, ale często również i pieniądze.

Co zrobiłam ja? Zanim usiadłam do zaplanowania strategii, porządnie odpoczęłam. Zrobiłam sobie kilka dni luzu – bez pracy, bez myślenia o przyszłości, bez zastanawiania się nad tym, co robić dalej. Potrzebowałam przewietrzyć głowę, odciąć się choć na chwilę i zaznaczyć wyraźną granicę między „starym” a „nowym”. Po takiej przerwie byłam psychicznie i fizycznie gotowa na to, aby mierzyć się z naprawdę wymagającym planowaniem strategii. Potem skoncentrowałam się na kilku ważnych obszarach:

Obszar 1: finanse

Ponieważ regularnie notuję przychody i wydatki w mojej jednoosobowej firmie, bez problemu mogłam przygotować się do analizy sytuacji. Przeliczyłam, ile minimum muszę zarobić, aby utrzymać firmę. Uwzględniłam tutaj podatki, ZUS, leasing samochodu oraz opłaty regularne, takie jak księgowość czy oprogramowanie. Sprawdziłam, w co warto zainwestować jednorazowo, by nieco zaoszczędzić i w ten sposób opłaciłam z góry roczny abonament na program do wysyłki newslettera – MailerLite – oraz Canvę, z której korzystam tworząc grafiki do social mediów.

Zarabianie minimum, tylko na utrzymanie firmy, to oczywiście za mało, żeby prowadzenie działalności miało sens, ale to dobry punkt wyjścia dla przeanalizowania swojej sytuacji finansowej. W tym miejscu warto też finansom przyjrzeć się szerzej – czy nie opłacamy zbędnych subskrypcji, czy nie możemy jakichś usług zamówić taniej albo czy nie będzie się opłacało zapłacić za coś z góry niż regularnie rozmieniać się na drobne.

Zajrzenie do finansowego Excela – a dodam, że korzystam z arkuszy „Mierz jak CEO” od Natalii Dołżyckiej – pozwoliło mi także z lotu ptaka spojrzeć na to, w których miesiącach w ostatnich latach zarabiałam więcej, a w których mniej. Przy nieregularnych dochodach jest to bardzo trudne do rozgryzienia, ale w moim przypadku są pewne powtarzalne kwestie – np. mój produkt fizyczny, Dziennik Wieloletni, zalicza „skok w górę” w okolicy świąt, a e-book „Jak zostać transkrybentem?” – we wrześniu i styczniu, co prawdopodobnie wiąże się z faktem, że właśnie wtedy ludzie nabierają ochoty na zdobycie nowych umiejętności zawodowych.

Taka analiza może nam pomóc w zaplanowaniu działań i w ewentualnym przygotowaniu się na kryzysy. I tutaj możemy obrać różne ścieżki – np. pogodzić się z faktem, że w lipcu mało kto kupuje produkty wiedzowe i wykorzystać ten czas na odpoczynek albo wręcz przeciwnie – w tym czasie zacząć „ogrzewać” klientów, przygotowywać na kampanię sprzedażową i dawać wiedzę albo spróbować przyciągnąć ich uwagę solidną obniżką cen. A co z tymi lepszymi miesiącami? Tu także możemy albo dokręcić śrubę, by wykorzystać zwiększone zainteresowanie danym tematem, albo zluzować i przyjąć założenie, że i tak „samo pójdzie”.

Ja nie powiem nikomu, jaka droga jest lepsza. Są rzeczy, które każdy powinien sam testować i analizować w swojej działalności. Najważniejsze, to po prostu to robić i mieć zaplanowane działania, zamiast oddawać wszystko przypadkowi.

Obszar 2: dywersyfikacja przychodów

Drugi obszar, który wzięłam pod uwagę, wynika bezpośrednio z pierwszego. Jeżeli z analizy finansowej wynika, że nie mogę być tak zupełnie spokojna o to, co się wydarzy, muszę pomyśleć nad dywersyfikacją przychodów.

W moim przypadku źródła są różne: zarabiam na usługach bezpośrednich, takich jak copywriting; na konsultacjach indywidualnych dla przedsiębiorców, freelancerów czy początkujących copywriterów; na afiliacji i programach partnerskich, wykorzystując linki afiliacyjne na swoim blogu i w mediach społecznościowych; sporadycznie – na współpracach z markami, które płacą mi np. za recenzję książki czy przedstawienie ich aplikacji; a także, w dużej mierze, na produktach własnych. Na ten moment są to wspomniane już wcześniej e-book dla początkujących transkrybentów – czyli osób, które chciałyby zarabiać na spisywaniu nagrań – oraz Dziennik Wieloletni, czyli rozwojowy dziennik na 5 lat, sprzedawany w sklepie Pani Swojego Czasu.

I tutaj wracam do tematu arkuszy finansowych z poprzedniego punktu – dzięki nim wiem, że bardzo dobrze zarabiam na usługach własnych, ale równie dobrze na produktach. Moim pomysłem na dodatkowe źródło dochodu będzie więc kolejny produkt. W tej chwili pracuję nad kolejnym e-bookiem z serii o pracy zdalnej – tym razem poświęcając temat copywritingowi, a na przełomie 2022 i 2023 chciałabym zaproponować kolejny produkt, który dopiero szkicuję. Wiosną 2023 na rynku ukaże się także moja książka poświęcona tworzeniu treści, ale to jest efekt współpracy z profesjonalnym wydawnictwem, a rynek wydawniczy rządzi się swoimi prawami, więc ewentualnych zarobków z książki – które będą do mnie docierać dwa razy do roku – nawet nie uwzględniam w swoich szacunkach.

A dlaczego stawiam na produkty, a nie usługi? Tutaj powód jest dość prosty – usługi świadczę osobiście. Produkty także tworzę osobiście, a potem osobiście promuję, ale jednak sprzedają się one automatycznie i z raz wykonanej pracy można czerpać korzyści wielokrotnie. Dlatego też, kiedy wiem, że mogę się podzielić fachową wiedzą i wiem, że moi obserwatorzy tego potrzebują – pracuję nad produktem, który na ich potrzebę odpowie, a mnie zapewni większy spokój w kwestiach finansowych.

Obszar 3: działania w sieci

Ponieważ moje działania odbywają się wyłącznie w sieci, tzn. tu pracuję, tu współpracuję i tu pozyskuję klientów, to strategię planuję właśnie pod internet. Uwzględniam w tym aspekcie blog, podcast, newsletter oraz media społecznościowe.

Nie planuję szczegółowego harmonogramu publikacji, ponieważ nie lubię trzymać się ścisłych wytycznych – nawet jeśli daję je sobie sama – ale przede wszystkim zadbałam o podstawy i odpowiedziałam sobie na pytanie, jakie cele mają realizować poszczególne kanały. Co chcę osiągnąć za pośrednictwem newslettera? Do czego ma mi służyć Instagram, a do czego LinkedIn? Czym chcę się dzielić w podcaście, a co pojawi się na blogu? Oraz – i tutaj wspomnę o tym z pewną dozą nieśmiałości – ale: co chciałabym robić na TikToku, którego dopiero się uczę, a w którym widzę ogromny potencjał? Wychodzę od celów, bo wiedząc, do czego dążę, jestem w stanie wyznaczyć ścieżki, jakie do tego doprowadzą.

Jednocześnie jestem sobie w stanie rozrysować schemat połączeń pomiędzy kanałami, na których działam i zaplanować recykling treści. Ten odcinek podcastu będzie miał swoją transkrypcję – i ona wyląduje na blogu, jako artykuł. Kilka dni po publikacji jego główną treść przerobię na InstaKaruzelę – z jednej strony zajawiając temat i dając trochę wiedzy, ale z drugiej – zachęcając do przesłuchania odcinka lub przeczytania artykułu. Podobnie zadziała to na LinkedInie. Oraz Facebooku, gdybym chciała go aktualizować. Ale moja strategia już dawno założyła zluzowanie z Facebookiem i pozostawienie go do sporadycznych aktualizacji i ewentualnych działań reklamowych.

A jeśli chodzi o obszar obecności w sieci, to oprócz własnego podwórka, warto także przemyśleć swoją obecność na podwórkach cudzych. Może wspólne live’y? Może obecność w czyimś podcaście? Albo występ na konferencji? To także warto uwzględnić w swoim planie oraz… harmonogramie.

Planowanie strategii działań dotyczy również innych obszarów, ale te trzy – finanse, dywersyfikacja i obecność w sieci – były dla mnie najważniejsze. I pomogły mi także w realizacji kolejnego kroku.

Krok 5: rozmowa z rodziną

To może się wydać dziwne, szczególnie że wjeżdża tu mocna prywata, ale fakt jest faktem – powrót do freelansu wiąże się także z dużą odpowiedzialnością za innych. Oczywiście jeśli jest ktoś, na kogo nasza sytuacja finansowa wpływa – dzieci, partnerzy czy rodzice. Jeśli jesteśmy sami, nie mamy się przed kim rozliczać i pozostaje nam martwić się wyłącznie o siebie.

W moim przypadku najbardziej zainteresowani to oczywiście mąż i córka – z racji wspólnego gospodarstwa domowego, ale też rodzice – już bardziej w kwestii typowego „martwimy się o ciebie”.

I jednym, i drugim musiałam wyjaśnić, dlaczego nie ma powodów do zmartwień i zapewnić, że mam plan, mam solidne zaplecze i że nie trzeba tutaj snuć czarnych scenariuszy. Z samym mężem, z którym budżet mam wspólny, było to jednak trochę bardziej skomplikowane.

Od lat buduję poduszkę finansową dla mojej firmy, ale moje dochody nie są regularne. Dla przykładu: Dziennik Wieloletni zalicza skok sprzedażowy w grudniu, o czym już wspominałam, ale także w takich sytuacjach, jak obniżka cen (dotąd jedyna w historii) czy premiera nowych kolorów okładek. I jeżeli normalnie moja prowizja za dziennik wynosi kilka tysięcy złotych, ale w miesiącu z obniżką ceny to było 18 000 zł, dla mnie naturalnym jest, że te skoki w zarobkach są wsparciem dla poduszki finansowej i że mogę je wykorzystać w najgorszym miesiącu w roku, w którym nie dam rady zarobić niezbędnego minimum. I że gdy taki ciężki miesiąc się zdarzy (co na szczęście nigdy nie miało miejsca), to nie ma powodów do paniki, nie potrzebuję słuchać, że zginiemy i że nie będzie co do garnka włożyć, bo te pieniądze zarobiłam innym razem i mogę teraz wykorzystać.

Swoją drogą dla wielu osób jest to sposób na życie – zarabiać na pojedynczych kampaniach sprzedażowych np. raz na kwartał – a w pozostałych miesiącach podróżować, korzystać z życia i nie martwić się o pracę.

Wyjaśnienie tego osobom, które pracują na etacie i nie mają pojęcia o freelancerskim biznesie, nie jest łatwe, ale jest możliwe. Dlatego właśnie jednym z ważnych dla mnie kroków była rozmowa z rodziną, wyjaśnienie, jak będzie wyglądać moja praca i jak kształtować się będą sprawy finansowe. I dla mnie, i dla nich ma być to formą uspokojenia głowy. Ja nie chcę się stresować oczekiwaniami innych, a oni niech nie martwią się o to, co będzie. Rozmowa. Rozmowa zawsze jest kluczowa w relacjach międzyludzkich. Ubolewam, że wielu ludzi o tym zapomina. I że w ogóle nie znają tej reguły bohaterowie książek i seriali, bo większość ich życiowych dram opiera się właśnie na tym – na braku dialogu i porozumienia.

Krok 6: ustalenie nowych zasad działania

Oj, na tym polu było mi najtrudniej! Oficjalnie pierwszym dniem na stuprocentowym freelansie był dla mnie 1 września. Pierwszy dzień po siedmiu latach pracy dla innych, ale też pierwszy dzień po kilku miesiącach pracy z dzieckiem w domu.

Na początek wjechały wcześniejsze pobudki i powrót do cyklu, który pokochałam w roku szkolnym – poranne wyrobienie kilku tysięcy kroków w drodze z córką do szkoły, zakup świeżych warzyw, zdrowe śniadanie i ruszenie do pracy.

Ponieważ jednak wakacje były dla mnie niełatwe pod względem psychicznym – o zwolnieniu z PSC dowiedziałam się w lipcu, młoda była ze mną w domu od końca czerwca – to te pierwsze dni września kusiły ciszą w mieszkaniu, wolnością w doborze godzin pracy i… widokiem łóżka i kolejnego sezonu serialu do nadrobienia. Pozwoliłam sobie na to, na tę chwilę przerwy i oddechu, na bezproduktywność i lenistwo i dopiero po paru dniach wróciłam na właściwe tory.

Tak zwaną poranną rutynę – choć wiem, że językoznawcy oburzą się na użycie słowa „rutyna” w tym kontekście – zaplanowałam na nowo. Wypróbowałam schemat z małym śniadaniem i małą kawą jeszcze przed wyjściem z domu – i to okazało się kluczem do sukcesu. Odprowadzam młodą do szkoły, wyrabiam kroki, robię zakupy i wracam prosto do pracy. Nie przeciągam śniadania, nie celebruję poranka w dawnym stylu – po prostu siadam do roboty i zanim nadejdzie 10, gdy wjedzie drugie śniadanie, mam za sobą najważniejsze zadania dnia. Albo najbardziej wymagające. Albo serię drobnych zadanek, które napędzają mnie do dalszego działania. Nie mam tu jednej taktyki i pozwalam sobie na elastyczność każdego dnia, co dobrze robi mi na głowę.

Nowe zasady działania to nie tylko ta poranna rutyna, ale także ustalenie pór pracy, wyznaczenie konkretnych punktów dnia na sprawdzanie maili i wypracowanie pewnych schematów ułatwiających pracę (np. stworzenie szablonów z ofertami, które mogę skopiować i ewentualnie skorygować pod danego klienta, zamiast za każdym razem wymyślać je na nowo).

Nowe zasady działania obejmują także realizację strategii z kroku trzeciego. Chcę wydać nowy produkt? Pracuję nad nim. Codziennie, konsekwentnie. Jednocześnie przychodzą mi do głowy pomysły na kolejny? Zapisuję je, by nie uleciały z głowy, ale nie koncentruję na nich, aby nie tracić czasu. Zgłaszają się nowi klienci? Przedstawiam im aktualny cennik i wciąż nie biorę wszystkich zleceń. Jeżeli wiem, że w tym czasie mogę skupić się na tym, co robię, a znajoma copywriterka zrealizuje zlecenie równie dobrze lub lepiej i potrzebuje zleceń – odsyłam klienta do niej.

Oczywiście to, czy mogę sobie na to pozwolić, bierze się z wniosków wyciągniętych z poprzednich kroków. Znając swoją sytuację finansową, jestem w stanie określić, czy mogę zrezygnować z klienta. Mając plan na działania, jestem w stanie określić, co przyniesie mi większe korzyści – włożenie czasu i energii w produkt własny czy w treści dla kogoś innego? Właśnie takie kwestie należy brać pod uwagę analizując swoje działania.

Dlatego zachęcam Cię do wzięcia pod uwagę poprzednich kroków. Sprawdź je i zobacz, co się wydarzy.

Podobał Ci się ten odcinek? Podaj go dalej!

5 komentarzy

Podobnie od 1 września przestałam być etatowym pracownikiem. Moje plany freelancu trochę się odwlekły z powodu złamanej nogi (jestem trochę fotografem, zoom mam w nogach). Dopiero staję na nogi, dosłownie i potrzebuję Twoich wskazówek, bo bardzo mi z nimi po drodze

Nasz biznes jest jak nasze ciało. Musimy o niego dbać, bo będzie źle wyglądać. Na pewno jest ciężko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *