Ja cię kocham, a ty z nim

Ja cię kocham, a ty z nim (Dan in Real Life) (2007)
reż. P. Hedges

Wiele faktów przemawiało za tym, iż powinnam omijać tę produkcję szerokim łukiem:
– beznadziejny polski tytuł (tani chwyt, nic więcej);
– smętna Binoche w jednej z głównych ról (i nic mnie nie obchodzi, że to aktorka związana z moim miastem – nie lubię jej na ekranie i już);
– Steve Carell, który nigdy specjalnie mnie nie bawił;
– kilka fragmentów, jakie widziałam podczas pracy w kinie, świadczących o tym, że to raczej flaki z olejem.

Mimo tego, postanowiłam dać tej produkcji szansę i zapoznać się z nią po naprawdę ciężkim dniu. Odprężyłam się i ubawiłam, a to najwyraźniej świadczy o tym, że Ja cię kocham, a ty z nim warto było obejrzeć.

Film opowiada o życiu Dana (w tej roli Steve Carell), który po stracie żony samotnie wychowuje trzy córki – buntowniczą Carę, ambitną Jane i uroczą Lilly. Mężczyzna wyraźnie nie przyjmuje do wiadomości, że jego małe córeczki powoli wkraczają w dorosłość i na każdym kroku prezentuje postawę niby-surowego ojca, który piętrzy zakazy i szlabany. Czyni to jednak w tak uroczy i zabawny sposób, że nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy obserwuje się jego poczynania. Wątek wychowania córek schodzi jednak na dalszy plan (a szkoda!), kiedy cała czwórka wybiera się w podróż do rodziny. Tam bowiem w życiu Dana pojawia się ujmująca Marie i cały jego świat wywraca się do góry nogami. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że wybranka jego serca ma partnera. I to jakiego! Wszystko wskazuje na to, że Dan będzie musiał zapomnieć o kobiecie… Ale czy tak łatwo uda mu się z tym pogodzić? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi…
Tym, co urzeka w Ja cię kocham, a ty z nim jest przede wszystkim niezwykłe ciepło, które zalewa widza podczas seansu. Trzeba by mieć serce z kamienia, żeby nie wzruszyć się widokiem tego pociesznego Dana, który udziela porad w gazecie, segreguje pranie i smaży pankejki dla swych córek. A do tego ta jego wielka, urocza rodzina! Bajkowe towarzystwo – gromadka dzieci, kochające się małżeństwa, wspólne posiłki, wspólne zabawy, konkursy i poranna gimnastyka. Choć jeden dzień chciałoby się spędzić wśród tak kochających się ludzi. Choć jeden raz chciałoby się poczuć takie ciepło… 🙂

Ja cię kocham, a ty z nim nie jest filmem odkrywczym czy zaskakującym. Nie jest to też obraz porywający, ani specjalnie inteligentny. Ale urokiem, humorem i ciepłem film ten po prostu przytłacza. I choć dla jednych będzie nudny, smętny i nie wnoszący nic nowego, ja czuję się ukontentowana po jego obejrzeniu. Czasem człowiekowi potrzeba czegoś zwyczajnego i miłego, czegoś co wywołuje mimowolny uśmiech i łezkę wzruszenia. Takim filmem jest właśnie Ja cię kocham, a ty z nim. Warto dać mu szansę.

Moja ocena: 7,5/10

Zdjęcie pochodzi ze strony filmweb.pl.

0 komentarzy

Ja też nie bardzo rozumiem szum wokół Binoche. Osobiście nie dostrzegam w niej znamion wielkiego talentu. Największa porażka to "Wichrowe wzgórza".
O filmie będę pamiętać, choć faktycznie tłumacz tytułu poszedł po najmniejszej linii oporu.:) Można by się spodziewać parodii filmu z Bullock.

Oglądałam go kilka lat temu i zrobił na mnie pozytywne wrażenie:) Polski tytuł jak to często bywa nie wart komentarza…

Oglądałam go jakiś czas temu w kinie i uśmiałam się serdecznie. Najbardziej rozbawiał mnie Dan odnoszący sukcesy w sprzedaży biżuterii 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *