Produktywne Poranki – tydzień 1
Wśród moich pomysłów na ten rok wcale nie znajdowała się rewolucja planu dnia. Dawno temu robiłam podejście do wstawania o 5 rano na kształt tzw. miracle morning, ale zupełnie się to u mnie nie sprawdziło. Mimochodem jednak i zupełnie nieplanowanie – Produktywne Poranki zagościły w mojej codzienności. A jak one wyglądają i jak mi idzie przyzwyczajanie się do nich? O tym w podsumowaniu pierwszego tygodnia akcji.
Na początek trochę tła. Dlaczego w ogóle zdecydowałam się na rozpoczynanie dnia produktywnie i co to dla mnie oznacza? Zaczęło się od mojego męża. Zwyczajowo, gdy wychodził do pracy, zostawało mi 1,5 godziny snu, co jest idealnym czasem na zaśnięcie i samodzielne obudzenie się. Czyli: solidne wyspanie, zero zmulenia.
Odkąd jednak Marcin do pracy wychodzi później, długość mojego dosypiania po jego wyjściu stała się nieco krótsza, a przez to mocno niekomfortowa. Efekt? Budziłam się w samym środku mocno żywych porannych snów, a to z kolei powodowało absolutne zamulenie i problemy z porannym funkcjonowaniem.
W ten sposób w mojej głowie narodził się pomysł zorganizowania sobie Produktywnych Poranków. Wstaję wcześniej, robię coś, co mnie cieszy, a potem mam cały długi dzień do wykorzystania. I idzie mi całkiem nieźle, ale – mimo wszystko – nie jest łatwo.
Jak wyglądają moje poranki?
O 4:50 uruchamia się delikatny alarm na telewizorze. To jeszcze nie jest agresywny i chamski budzik mojego męża, to po prostu łagodna muzyka połączona z ładnym widoczkiem i informacją pogodową. Podnoszę się bez szemrania i bez zastanawiania się. Otwieram okno, żeby wpuścić chłodne powietrze, zapalam lampkę, żeby oczy i mózg wiedziały, że to już poranek i myję zęby, bo bez tego nie umiem zacząć dobrze dnia.
Potem jest trening. 20 minut lekkiego cardio. I zimny prysznic – niestety bez muzyki, jak to zawsze miałam w zwyczaju, bo jednak 5:20 to nie 6:30 i nie wypada jeszcze raczyć całego bloku głośnym graniem. Za to poprzedzam go szczotkowaniem ciała na sucho – i jest to jedna z absolutnie najlepszych aktywności mojego życia.
Po zimnym prysznicu – czytanie. Ustawiam minutnik na 20 minut, chwytam ciekawą książkę i lecę z lekturą. Jeśli jakiś fragment mnie zainteresuje – zaznaczam go zakreślaczem albo długopisem – i wracam do czytania. Aż do momentu, w którym wybrzmi alarm.
W zależności od tego, jakim tempem poruszałam się wcześniej i ile czasu zajął mi prysznic – siadam do komputera w okolicach 5:50-6:00. Pierwszy krok: odpalenie Spirit City: Lofi Sessions dla muzycznego tła. Drugi krok: uruchomienie Logseq, aplikacji, której używam do gromadzenia notatek, i dodanie wpisu do dziennika. Notuję w nim, co się działo danego poranka, ile przeczytałam, czy coś mi przeszkodziło i dzielę się krótką refleksją (niżej zamieszczę podgląd tych notatek).
Po spisaniu refleksji dotyczących poranka, odpowiadam na codzienne pytanie z Dziennika Wieloletniego i ustawiam timer na 5 minut, aby w tym czasie zająć się tzw. porannymi stronami (przeczytaj: czym są poranne strony i jak je pisać). Sama autorka metody poleca wyrzucanie z siebie potoku słów na trzech stronach formatu A4, jednak osobom, które nie mają czasu czy przestrzeni na aż tak długą sesję pisania, polecam skorzystanie z minutnika. To może być sesja na 5 minut, na 10, 15 – obojętnie. Byle odmierzać zapisane strony wygodnie i z dopasowaniem do naszej aktualnej sytuacji.


Jak dalej wygląda mój poranek? Kiedy kończę pisanie, jest godzina 6:20-6:30, zatem biorę się za ogarnianie śniadania i budzenie młodej. Po dwóch godzinach od pobudki mój żołądek jest już gotowy na zjedzenie czegoś konkretnego, a i młoda, która aktywnie trenuje sport, musi dobrze zjeść, więc śniadanie jest zdrowe i syte. Nasz ulubiony zestaw to fasolka w pomidorach + jajka sadzone + świeże warzywa + pieczywo. Po czymś takim energii o poranku nie brakuje.
Kolejne etapy procesu to odprowadzenie młodej do szkoły – niecały kilometr stąd – a potem marsz wokół osiedla. W zależności od kierunku, który obiorę, jest to przedział od 2,5 do 4 km. Czasami niektóre fragmenty pokonuję biegiem, ale to jeszcze nie jest regułą. Nie jest mi łatwo przekonać się do biegania, które uważam za aktywność obrzydliwie męczącą i pozbawioną sensu, ale odkryłam, że potrafi to poprawić nastrój – a obok takiej zalety trudno przejść obojętnie.
Kiedy kończę marsz, dobiega 8:10-8:30, w zależności od tego, czy zahaczam o warzywniak, piekarnię albo któryś z dyskontów – i mogę się szykować do pracy.
Jak się przygotowywałam do wprowadzenia Produktywnych Poranków?
Mój opór psychiczny przed tak wczesnym wstawaniem jest bardzo duży. Dziś, gdy piszę te słowa, na myśl o drugim tygodniu akcji wcale nie czuję wielkiej ekscytacji. I to pomimo tego, że mój dzień bardzo zyskał na tym, że dobrze wykorzystuję pierwsze dwie godziny, w miejsce scrollowania albo oglądania seriali do 1 w nocy. Wcześniej chodzę spać, nie mam długich przerw we śnie i mocno wierzę, że w końcu ten tryb wejdzie mi w nawyk.
Przed pierwszym dniem starałam się jednak nad tym dużo nie zastanawiać. Ani też nie nastawiać na wielki sukces, bo nie jest to moja pierwsza próba z wczesnym wstawaniem. Największą motywacją są dla mnie teksty męża, że na pewno zaraz się poddam i nie dam rady, choć wolałabym nie być wiecznie kąsana w ten sposób. Ostatecznie jednak i tak nie zamierzam polegać na żadnej zewnętrznej motywacji – po prostu wiem, że muszę przyzwyczaić się do nowego trybu życia – i tyle.
Ale żeby jakkolwiek się do tego procesu przygotować, przeczytałam jeszcze notatki z książek Fenomen poranka i Klub 5 rano (a dzień później także z Dlaczego śpimy). Niestety kiedy czytałam te książki kilka lat temu, nie znałam jeszcze kursu Sztuka Notowania, dlatego nie miałam własnych zapisków z lektury. W takich sytuacjach korzystam z zasobów Lumeo – serwisu zawierającego opracowania książek biznesowych i rozwojowych. Sam ten koncept dla wielu osób jest kontrowersyjny, ale ja akurat tę stronę bardzo lubię. Jeżeli chcę przeczytać jakąś książkę, zawsze przeczytam ją w całości. Jednak są sytuacje, gdy bardzo się przydają takie zebrane w całość najważniejsze koncepcje z danej publikacji – i to była właśnie jedna z takich chwil.
Nie zamierzałam jakoś mocno się przywiązywać do wytycznych od autorów Klubu i Fenomenu, jednak cieszę się, że przypomniałam sobie, jak ich systemy wyglądają. To jeszcze lepiej nastawiło mnie na pierwszy tydzień akcji. Jeżeli więc potrzebujesz inspiracji w temacie produktywnych poranków, to polecam Ci oba tytuły przeczytać.
Produktywne Poranki – moje zapiski
Poniżej zapiski z pierwszego tygodnia eksperymentu. Są to zrzuty ekranu z programu do notatek i każdy z nich powiększy się po kliknięciu:






Pierwszy tydzień Produktywnych Poranków – wnioski i refleksje
Na koniec kilka wniosków i refleksji po pierwszym tygodniu akcji:
- Dobre rozpoczęcie dnia pociąga za sobą inne pozytywne decyzje. Zupełnie nieplanowanie zaczęłam dużo bardziej przykładać się do zdrowej diety – bez przekąsek, podjadania i napychania się słodyczami. Chętniej też szczotkuję ciało przed wieczorną kąpielą albo porannym prysznicem (jeżeli interesuje Cię temat szczotkowania na sucho, przejrzyj ten darmowy przewodnik po szczotkowaniu firmy NOBLE).
- Po sześciu dniach takiego stylu życia odnotowałam spadek centymetrów w różnych partiach ciała, np. -3 cm w pasie i, uwaga, -7 cm w talii. Z jakiegoś powodu w tym miejscu zawsze chudnę najszybciej i pierwsze efekty są naprawdę spektakularne.
- W ciągu tego tygodnia zastanawiałam się nad tym, jak będzie wyglądał weekend. W tygodniu śpię jeszcze trochę za krótko – wszystko przez problemy z zaśnięciem – dlatego w weekend pozwalam sobie na dłuższy sen. Wiem jednak, że to właśnie stałe pory wstawania są kluczem do sukcesu – i trzymam się myśli, że zacznę wstawać wtedy, gdy budzi mnie moje ciało. Tylko jeszcze nie teraz.
- Największym zaskoczeniem jest dla mnie to, jak łatwo przychodzi mi aktywność fizyczna. Miałam z nią w tym roku gigantyczny problem – od czasu grudniowego epizodu depresyjnego (czyli od ponad 9 miesięcy) nie znalazłam ani krztyny radości w jakiejkolwiek aktywności. To, że teraz zaczynam od niej dzień, a potem dorzucam jeszcze długie marsze – jest to dla mnie coś niebywałego. Dlatego właśnie chcę kontynuować Produktywne Poranki. Bo może jestem trochę mniej wyspana w ciągu dnia, ale za to spędzam go milion razy lepiej. No i cały czas wierzę, że gdy się do tego nowego trybu przyzwyczaję, również z zasypianiem będzie mi szło lepiej – a dzięki temu nadejdzie i wysypianie się.
Jeżeli chcesz o coś zapytać albo podrzucić słowa wsparcia – sekcja komentarzy pozostaje otwarta.
A jeżeli też masz ochotę na pozytywne zmiany w swoim życiu, polecam Ci mój journalingowy poradnik:
