Journaling – co to jest i na czym polega? Przewodnik dla początkujących

„Journaling” brzmi trochę jak kolejne modne słowo wyciągnięte z Pinteresta czy Instagrama, które oznacza właściwie wszystko. Mamy w sieci listy z „journal prompts”, mamy instrukcje do prowadzenia „gratitude journal”, mamy koncepcję „morning pages”, a także metodę planowania bullet journal i całe morze przeróżnych pamiętników i dzienników. Naprawdę można się tutaj pogubić, a prawda jest taka, że w tym wszystkim chodzi o coś bardzo prostego: o pisanie dla siebie. Tyle że na różne sposoby.

I po co to wszystko? Po co nam te pamiętniki i journale? Po co dzienniki, gdy mamy telefony, miliony zdjęć w chmurze i posty w social mediach? Jak dla mnie: nie po to, aby ktoś to czytał. Nie po to, aby tworzyć arcydzieła. Nie po to, aby prowadzić najpiękniejsze „aesthetic” notatniki. I też nie po to, żeby mieć się czym popisywać na Instagramie.

Po prostu bierzesz notes, długopis i zapisujesz wszystko, co chcesz zatrzymać, zapamiętać, zauważyć albo po prostu ściągnąć sobie z ramion i z głowy. Po to jest journaling. Dla Ciebie, Twojego lepszego samopoczucia, Twojego gromadzenia wspomnień, a nawet… Twojej autoterapii.

W tym artykule wyjaśnię Ci, czym jest journaling i jak możesz zacząć przygodę z nim jeszcze dziś.

Podstawy journalingu – spis treści:

Czym jest journaling i do czego służy?

Najprostsza definicja powie Ci, że journaling to praktyka regularnego zapisywania myśli, obserwacji, emocji, wspomnień i refleksji. Ale to tylko luźna teoria, bo w rzeczywistości nie ma jednej obowiązującej formy journalingu. A ja sama – dla wygody – używam pojęcia „journal” wymiennie z pamiętnikiem i dziennikiem, nawet jeśli nie do końca jest to zgodne z ustalonymi regułami.

Swój journal możesz prowadzić codziennie lub od święta. Możesz pisać po kilka słów, kilka zdań albo stron. Możesz odpowiadać na gotowe pytania journalingowe albo pisać swobodnie. Możesz dokumentować to, co się wydarzyło w ciągu dnia albo skoncentrować na jednej myśli, refleksji, rozterce. Możesz pisać rano, wieczorem, przy stole, w tramwaju, na ławce w parku albo w łóżku. Możesz prowadzić kilka journali jednocześnie i korzystać z nich w taki sposób, w jaki akurat potrzebujesz.

Krótko mówiąc: możesz wszystko. I absolutnie nie musisz dopasowywać się do journalingu pokazywanego przez innych. To ma być Twoje i tylko Twoje.

Na czym właściwie polega journaling?

Najłatwiej byłoby odpowiedzieć, że – halo, to przecież oczywiste – na pisaniu. Ale to nie byłaby prawda, bo sama prowadzę też journale bardziej kreatywne – wyklejane, rysowane, pełne śmieci (tzw. junk journale). Ujęłabym więc to trochę inaczej: że journaling polega na zatrzymaniu się na chwilę i spędzeniu ze sobą czasu, tak jak chcemy, lubimy lub potrzebujemy.

Na co dzień nasze głowy zalewane są tonami myśli, ale większości z nich nawet nie zauważamy (co zresztą ma sens, bo pozwala nam to normalnie funkcjonować). Ale czasem te myśli zachować warto – bo są ciekawymi przemyśleniami, genialnymi pomysłami albo wartymi przemyślenia wizjami. Dlatego właśnie istnieje journaling – jako miejsce na zatrzymanie wędrujących myśli.

Poniżej kilka przykładów journali z mojego życia.

Commonplace journal, w którym zbieram interesujące informacje:

Commonplace journal – zdjęcia dwóch otwartych notatników. Po lewej: wyjaśnienie pojęć flaneryzm i witamina d. Po prawej: efekt średniej pięciu osób.

Pozytywny Pamiętnik, w którym lądują dobre chwile – takie, którymi mogę się dzielić z bliskimi. I czasem mają one formę pisaną:

Czasem wyklejaną:

A czasem zdjęciową:

Mam też zawsze przy sobie notes kieszonkowy, do journalingu codziennego:

A w archiwach tego bloga znajdziesz jedne z pierwszych w Polsce artykułów o bullet journalingu. Dziś pewnie napisałabym je inaczej, ale są one piękną dokumentacją tego, jak się świat BuJo u nas zmieniał:

O czym pisać w journalu? 20+ pomysłów

Nie wiesz, o czym pisać w swoim journalu? W tym temacie masz pełną elastyczność i dowolność. Podrzucę Ci kilka przykładów i inspiracji, ale nie miej ograniczeń – papier naprawdę przyjmie wszystko. W ramach journalingu możesz pisać o tym:

  • co się dzisiaj wydarzyło,
  • co Cię ucieszyło, rozradowało, rozemocjonowało,
  • co Cię zirytowało, zasmuciło, zdegustowało,
  • co zaprząta ostatnio Twoje myśli,
  • co nie daje Ci spać,
  • czego Ci potrzeba,
  • co pojawia się w Twoich snach,
  • co planujesz zrobić,
  • czego się boisz,
  • za czym tęsknisz,
  • co masz ochotę zjeść,
  • co chcesz zapamiętać,
  • co potrzebujesz wyrzucić z głowy
  • co myślisz o przyszłości,
  • jak Ci się żyło w przeszłości,
  • z kim chcesz pogadać,
  • jakie książki chcesz przeczytać,
  • jakie prezenty masz do kupienia,
  • dlaczego czujesz się tak, jak się czujesz,
  • co Ci aktualnie najbardziej smakuje,
  • jaki cytat wpadł Ci w oko.

Albo po prostu możesz zacząć od: „Nie wiem, o czym pisać. Jest piątek wieczór i padam z nóg. Marzę tylko o tym, żeby pójść spać. Cześć!”. I to też jest journaling.

Czy journaling musi być estetyczny?

Prowadzę wyzwania journalingowe (ich efektem są m.in. dostępne dla Ciebie e-booki 21 dni pisania i journalingu oraz 21 dni pisania dla siebie) i wiem, że jedną z blokad przed prowadzeniem journala jest przekonanie, że to wszystko musi być ładne. Że powinno wyglądać, jak z Pinteresta. Że jak ktoś nie ma ładnego charakteru pisma, to żadne pamiętniki i journale nie są dla niego.

Muszę więc ciągle powtarzać – i wciąż będę to robić: nie, Twój journal nie musi być ładny. Nie, nie potrzebujesz pięknego charakteru pisma. Nie, nie musisz kupować wymyślnych taśm, naklejek czy gadżetów. Możesz bazgrać, pisać tanim długopisem, kreślić, mazać, robić „brzydkie” rysunki i eksperymentować z formą. Robisz to dla siebie, nie dla świata. I naprawdę nie ma tu żadnych sztywnych zasad, które regulowałyby dopuszczalny poziom estetyki.

Chyba widzisz, że brzmi to absurdalnie, prawda?

Journaling a pamiętnik – czy to jest to samo?

Pytanie o to, czy prowadzanie journala i pamiętnika to to samo, wraca do mnie regularnie. Nie mam z tym oczywiście żadnego problemu – sama prowadzę pamiętniki/notatniki/journale od 1999 roku i z wielką radością tworzę autorskie narzędzia do praktyki journalingowej. Jednak kiedy mam opowiedzieć o tym, czy journalingowanie i pamiętnikowanie to to samo, przychodzą mi do głowy dwie odpowiedzi – oficjalna i nieoficjalna.

Zacznę od oficjalnej: pojęcia „prowadzenie pamiętnika” i „journaling” stoją blisko siebie, ale znaczą coś innego.

Pamiętnik – z założenia – służy do zapisywania refleksji z życia, przemyśleń, emocji. Journaling to pojęcie dużo szersze. Może obejmować prowadzenie pamiętnika, ale jednocześnie przyjmować dużo więcej form, takich jak:

Ale w tym miejscu pojawia się moja teoria nieoficjalna: wszystko to może być jednym i tym samym. Dlatego sama tych pojęć używam wymiennie i nie zastanawiam się nad tym, czy to, co zrobiłam dziś rano, to jeszcze wpis do pamiętnika, czy już do journala. Z podobnego założenia wyszłam, tworząc poradnik Jak prowadzić pamiętnik? Przewodnik po journalingu na co dzień, gdzie już we wstępie wyjaśniam, dlaczego traktuję te dwa pojęcia jak synonimy i dlaczego tak ochoczo używam obcego pojęcia „journaling”, mimo iż jestem z wykształcenia polonistką.

Zupełnie szczerze – w tym wszystkim chodzi po prostu o działanie i tworzenie, więc wszelkie kłótnie w stylu „to nie pamiętnik, to dziennik” albo „to nie jest żaden journaling” całkowicie mnie omijają. Nie pytaj więc siebie: czy lepiej prowadzić journal czy pamiętnik? Nie bądź niewolnikiem nazw – i po prostu zacznij jakkolwiek.

Czy journal trzeba prowadzić codziennie?

Nie, nie, nie, absolutnie nie. I jeszcze dodam, że: N-I-E. Mam nadzieję, że pomogłam.

A tak serio: niezależnie od tego, czy zamierzasz dopiero zacząć przygodę z journalingiem, czy wracasz do niej po latach – pierwsza myśl, jakiej masz się pozbyć z głowy, to przekonanie, że musisz to robić systematycznie. Nie ma żadnej reguły mówiącej o tym, że ta praktyka musi być codzienna. Jasne, cudownie jest pisać każdego dnia. To wspaniały nawyk, który sama staram się pielęgnować, choć nie zawsze mi to wychodzi (najłatwiej idzie z Dziennikiem Wieloletnim, bo ten ma już gotowe pytania na każdy dzień). Ale to nie jest tak, że jeśli piszesz od czasu do czasu, to mniej się liczy, bo liczy się tak samo.

Nie wyznaczaj więc sobie paraliżującego celu: „Od dzisiaj piszę codziennie przez pół godziny”, bo jak Ci coś czwartego dnia nie wyjdzie, zniechęcisz się na kolejny rok. Dobrze wiem, jakie myśli wtedy wbijają się do głowy: „Inni potrafią, ja nie”, „Widocznie się do tego nie nadaję”, „Jestem beznadziejna z tym brakiem systematyczności”, „Znowu nie umiem wytrwać w nawyku” itd. Na co Ci to?

Podkreślę raz jeszcze to, o czym już wspominałam. Kiedy prowadzisz pamiętnik czy journal: możesz pisać codziennie lub od święta. Możesz poświęcać na to, ile chcesz – pięć sekund, pięć minut albo pięć godzin (kto Ci zabroni?). Możesz zrobić z tego codzienny nawyk albo robić to raz w miesiącu. Nikt tego nie sprawdza, nikt nie ocenia – To nie Ty jesteś dla swojego notatnika, tylko on dla Ciebie. I tyle.

Ile czasu potrzeba na journaling?

Czuję, że już znasz odpowiedź na to pytanie i mogłabym na nie nie odpowiadać. Ale odpowiem, tak dla porządku: journaling może Ci zająć tyle, ile chcesz. Jeżeli masz tylko minutę na zapisanie jednego zdania – pisz przez minutę. Jeżeli masz ochotę zrobić sobie godzinną sesję z pisaniem – pisz przez godzinę. Jeżeli siadasz do pisania z przekonaniem, że potrwa to dwadzieścia minut, ale po pięciu masz dość – pisz przez pięć.

To nie musi być żadne wielkie zadanie w Twoim planie dnia. Nie musisz też czynić jakichś gigantycznych przygotowań, aby zrobić z tego „journaling jak z obrazka”. Jasne, w serialach pokazują, że bohaterki do pisania potrzebują: wielkiego parapetu wypchanego poduszkami (okej, tego akurat zazdroszczę), mnóstwa świec, ciepłego koca i kubka z parującą herbatą czy czekoladą. Również w social mediach journaling często przedstawiany jest jako najromantyczniejsza część dnia. To wygląda pięknie i kusząco, możesz w wolnej chwili tego spróbować. Ale nie uzależniaj swojego pisania od idealnych warunków zewnętrznych. Nieraz pisałam w pośpiechu, na kolanie w tramwaju, w poczekalni u lekarza albo na treningu córki. I ta elastyczność daje dużo wolności. Bo łatwiej zrobić z prowadzenia journala praktykę na długie lata, jeśli nie narzucamy sobie żadnych sztywnych ram.

Czy trzeba mieć specjalny notes do journalingu?

Journaling nie wymaga żadnych specjalnych narzędzi ani żadnych drogich rozwiązań. Moja podpowiedź w tym temacie pozostaje od lat niezmienna: wybierz taki notes, który jest na tyle ładny, że korzystanie z niego daje Ci przyjemność i na tyle „nieidealny”, że korzystanie z niego Cię nie przeraża. Nie ma nic gorszego niż ten paraliż, jaki wywołuje superpiękny notatnik. I nie jest to wcale rzadki temat – naprawdę poznałam wiele osób, które chciały zacząć journaling, ale bały się zniszczyć lub „niewłaściwie zapisać” piękny notes.

Wybierz więc coś, co będziesz wypełniać z przyjemnością, ale – ALE!!!! – nie poświęcaj długich tygodni na szukanie ideału, bo to kolejny sposób na odsunięcie działania w czasie.

Moje sprawdzone notesy do journalingu:

  • Paperblanks, MoleskineOsprey London do kupienia stacjonarnie w sklepach HalfPrice i TK Maxx.
  • Ottergami – mój numer 1 w temacie kreatywnego journalingu, wyklejania itd. – do kupienia na Amazonie (tutaj).
  • Tiger – budżetowe notatniki np. taki lub taki.
  • Leuchtturm – klasyk do bullet journalingu (stąd).

Jak zacząć journaling?

Doskonale sobie zdaję sprawę, że w teorii „nie ma nic prostszego” – po prostu siadasz i piszesz. Ale teoria teorią, a życie życiem. W starciu z pustą kartką pojawia się w głowie pełno myśli: „Jak tego nie zepsuć?”, „O czym napisać?”, „Na pewno to musi być coś z sensem” itd.

Moja podpowiedź: napisz o tym, co u Ciebie. Jakby to była Twoja opowieść dla przyjaciela, z którym dawno się nie widzieliście. Albo dla przyszłej wersji Ciebie, która kiedyś będzie chciała powrócić do tych zapisków. Napisz, co u Ciebie, jak się czujesz, co przeżywasz, co planujesz, co się działo i co się dziać będzie. Proste, codzienne rzeczy, bez szukania na siłę wzniosłych i głębokich refleksji rodem z dzienników pisarzy czy artystów.

Z czasem zaczniesz odkrywać, jakie pisanie jest dla Ciebie najlepsze, co się sprawdza, a co nie, w czym odnajdujesz się najlepiej. Ale na start – po prostu pisz, stawiaj sobie pytania i odpowiadaj na nie, nie kombinuj i ciesz się procesem.

A jeżeli masz problem z tym, żeby wystartować z journalingiem, sprawdź zestaw dla początkujących, który stworzyłam, aby ułatwić Ci pisanie i działanie:

I zobacz, co o zestawie na start z journalingiem pisali inni:

„Sama czuję się zachęcona, by wrócić do regularnego prowadzenia pamiętnika. W swoim życiu miałam kilka podejść, które zwykle szybciej się kończyły, niż zaczynały. Myślę, że tak jak wiele osób, potrzebuję jakiejś myśli przewodniej na dany dzień. Ta książka jest świetna pod tym względem, bo autorka proponuje nam 100 haseł do naszego journala i każde z nich omawia”.

„Ten ebook pomógł mi ruszyć z journalingiem, bo nie ukrywam nie zawsze się udaje. Napisany w sposób bardzo przystępny, ale i profesjonalny”.

„100 dni journalingu to świetnie przemyślane narzędzie. Pytania są głębokie, dające do myślenia i – co najważniejsze – realnie pomagają zachować regularność. Jeśli szukacie czegoś, co przeprowadzi Was przez proces autorefleksji w mądry sposób, to jest to!”.

„E-booki od Klaudyny sprawiły, że postanowiłam wrócić do ręcznego pisania pamiętnika. Zapomniałam już, jak dużo radości i spokoju dawało mi to kiedyś. Klaudyna pomaga także wtedy, kiedy w mojej głowie pojawia się pytanie: Ale o czym ja w ogóle mam pisać? Nie tylko poddaje tematy do opisania, ale także wskazówki jak podejść do danego tematu. Dla mnie te e-booki to złoto”.

Co daje journaling?

Ponieważ journaling jest kategorią ultraszeroką i tak naprawdę każdy z nas może znaleźć na niego swój sposób, również korzyści, jakie będziemy z niego wyciągać, mogą być przeróżne. Dla kogoś będzie to możliwość zachowania wspomnień. Ktoś inny docenić terapeutyczną moc pisania. Dla mnie cenne będzie dostrzeganie codziennych momentów składających się na moje życie. Dla Ciebie – rozwój twórczy i kreatywny. A dla mojej koleżanki – obserwowanie myśli i emocji.

O tym, jakie są najważniejsze korzyści z prowadzenia journala wspominałam szerzej w artykule: Co daje pisanie pamiętnika? 10 korzyści z journalingu, które naprawdę mogą zmienić życie. Przeczytaj koniecznie, jeśli chcesz poznać ten temat dokładniej.

Journaling jako początek przygody z pisaniem

Jest to dla mnie temat szczególnie bliski, ponieważ journaling to dla mnie nie tylko część życia osobistego, ale także zawodowego. I jeżeli szukasz sposobu na to, jak rozpocząć regularnie pisanie, to właśnie journaling przybywa Ci z pomocą.

Nie musisz od razu pisać książki czy publikować tekstów w sieci. Ba, nie musisz nawet uważać się za „osobę piszącą”. Ale możesz zacząć od paru zdań w notesie. Od pytania, które wspiera w rozwoju kreatywnego pisania. A potem zobaczyć, dokąd Cię to zaprowadzi.

Pisanie dla siebie może być niebywale przyjemne i nie nakłada na Ciebie presji, że musisz stworzyć arcydzieło. To bardzo pomaga w otworzeniu się na twórcze ścieżki. Jednego dnia jesteś kimś, kto ma wątpliwości, czy potrafi pisać i nie wie o czym. A któregoś dnia budzisz się z myślą, że pusta kartka Cię już nie przeraża, że pomysły się z Ciebie wylewają, a głowa puchnie od nadmiaru wizji i opowieści. To jeden z najlepszych „skutków ubocznych” regularnej praktyki journalingowej, która może sprawić, że zapragniesz napisać coś „większego” i że odkryjesz w sobie pisarza.

A jeżeli te twórcze ścieżki są dla Ciebie kuszące, koniecznie sprawdź 52 lekcje kreatywnego pisania. I obejrzyj wideo, w którym mówię o journalingu dla pisarzy: Jak prowadzenie dziennika wpływa na pisarstwo.

Podstawy journalingu – podsumowanie

Tworząc ten artykuł chciałam zafascynować Cię światem journalingu i przedstawić Ci jego najważniejsze zagadnienia. Ale refleksja końcowa, z którą chcę Cię pozostawić, brzmi: nie ma jednego właściwego sposobu na journaling.

Nikt nie ustalił żadnych sztywnych zasad, których musisz się trzymać. Możesz eksperymentować z formą, pisać (albo wyklejać) kiedy chcesz, prowadzić dziesięć journali jednocześnie i bawić się tym po swojemu. Możesz też nazywać to jak chcesz – dziennikiem, pamiętnikiem, journalem, notesem na wszystko, codziennikiem, zwierzalnikiem, wdzięcznikiem – obojętnie. Pełna swoboda – oto sedno sprawy.

A co, jeśli przestaniesz? Jeśli porzucisz journaling po tygodniu? Wróć, kiedy najdzie Cię na to ochota. Nie musisz przy tym urządzać żadnych specjalnych powitań ani zostawiać w środku przeprosin za opóźnienie. Po prostu pisz dalej – na tej samej stronie, na następnej, obok, pod spodem – to naprawdę bez znaczenia. Journaling nie wymaga perfekcji, nie wymaga systematyczności ani Twojej stałej obecności. To nie ma być ciężki obowiązek ani przykre zadanie do odhaczenia. Owszem, czasem jest trudno, bo chcesz napisać o problemach albo przemyśleć ciężki dylemat – i to jest jak najbardziej okej. Ale nie zniechęcaj się tylko dlatego, że czasem coś Ci nie wyjdzie, czasem coś skreślisz, a czasem otworzysz notes i pomyślisz: „Tak strasznie mi się nie chce”.

No i co? Jak nie dzisiaj, to jutro. Jak nie w tym notesie, to w nowym. Jak nie tym długopisem, to innym. Po prostu próbuj, działaj i ciesz się tym, ile korzyści daje journaling.

A jeśli chcesz przejść przez ten cały proces krok po kroku z solidnymi podstawami i stałym dostępem do pomysłów, ten zestaw jest dla Ciebie: 100 dni z journaligiem.

Po prostu zacznij.

Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *